Podczas gdy na Zachodzie niewiele giełdowych firm ma audytora spoza tzw. wielkiej czwórki (Ernst & Young, PricewaterhouseCoopers, KPMG i Deloitte), tylko co trzecia spółka notowana na GPW korzysta z usług tych najbardziej znanych rewidentów.
Liderem na polskim rynku pod względem liczby "obsługiwanych" firm giełdowych jest BDO Polska (jeśli za kryterium przyjmiemy kapitalizację klientów, prym wiedzie Ernst & Young). W czołówce znajdują się ponadto takie firmy jak HLB Frąckowiak i Wspólnicy, Moore Stephens czy Kancelaria Porad Finansowo-Księgowych dr Piotr Rojek. Rzesza giełdowych spółek korzysta jednak z usług mniej znanych, lokalnych audytorów, niekiedy reprezentowanych wręcz przez pojedyncze osoby. Dlaczego?
Konkurują ceną,
nie jakością
- W Polsce nie jest egzekwowana odpowiedzialność biegłego rewidenta. Nie słyszałem jeszcze o przypadku, aby w naszym kraju któryś audytor giełdowej spółki został ukarany za brak profesjonalizmu - mówi Marek Strugała, partner KPMG Judyt, który jest rewidentem większości giełdowych banków. Jak informuje, do zadań audytora należy m.in. wskazanie zagrożeń dla prowadzenia działalności przez badaną spółkę w okresie 12 miesięcy od daty sporządzenia raportu. - Mieliśmy przecież takie sytuacje, że w marcu audytor wydał opinię bez uwag, a w czerwcu spółka upadła. Rewidenta nie spotkała za to żadna kara - obrazuje M. Strugała.