Dane o inflacji w listopadzie miały być dobre. Wprawdzie większość prognoz mówiła o niewielkim spadku, do 4,4% w listopadzie z 4,5% w październiku, ale inwestorzy liczyli na więcej.
- Rynek uwierzył w zapewnienia ministra finansów Mirosława Gronickiego, że inflacja w grudniu spadnie do 4-4,2%, co sugerowało, iż w listopadzie będzie poniżej 4,4% - powiedziała Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego. - Na dodatek dane o inflacji na Węgrzech były lepsze od oczekiwanych, a trendy w regionie są zwykle podobne. Dlatego inwestorzy liczyli na dobre dane.
Jednak czekało ich rozczarowanie - inflacja wyniosła 4,5%, czyli tyle, ile w październiku. Choć zdarzyło się to po raz drugi, jako że przed miesiącem zamiast spadku, mieliśmy niewielki wzrost inflacji (do 4,5% z 4,4%), jednak nastawienie większości inwestorów się nie zmieniło.
- Nie będziemy mieli tak niskiej inflacji w grudniu, jak mówił minister Gronicki. To wymagałoby deflacji, a jak do tej pory jeszcze się nie zdarzyło, aby w grudniu doszło do spadku cen. Inflacja wyniesie 4,4%, według mnie. Jednak taka niewielka różnica pomiędzy prognozami a danymi GUS nie zrobi różnicy ani gospodarce, ani Radzie Polityki Pieniężnej - powiedziała K. Zajdel--Kurowska, - Inwestorzy nadal liczą na obniżki stóp procentowych w przyszłym roku i na to, że RPP wkrótce zmieni nastawienie w polityce pieniężnej na neutralne.
Tego optymizmu nie podzielają analitycy z BZ WBK.