Podczas minionego weekendu Bush po raz kolejny zaapelował do Kongresu o wprowadzenie zmian, które zabezpieczą przyszłość systemu ubezpieczeń społecznych w czasie, gdy w wiek emerytalny zacznie wkraczać generacja wyżu demograficznego (tzw. baby boomers). - System Social Security ma kluczowe znaczenie, ale stoi przed długofalowymi i pogłębiającymi się problemami - mówił prezydent. - Jeśli nie zaczniemy dzisiaj działać, nie będzie ubiezpieczeń społecznych dla naszych dzieci i wnuków.

Zmiany proponowane przez prezydenta przewidują odprowadzanie części podatku od ubezpieczeń społecznych do funduszy emerytalnych. Pieniądze w tym amerykańskim odpowiedniku polskiego drugiego filaru mają być inwestowane w akcje i obligacje. Przyjęcie reform w kształcie proponowanym przez prezydenta nie będzie łatwe, przede wszystkim ze względu na ogromne koszty wprowadzenia nowego systemu, które szacowane są na 1-2 bln USD. Według prezydenckich doradców, koszty te jednak powinny się zwrócić z nawiązką, gdyż fundusze emerytalne mają dawać dużo wyższe zwroty z inwestycji giełdowych niż obecna ubezpieczalnia.

Gorącymi przeciwnikami reform Busha są demokraci. Według senatora Harry'ego Reida z Nevady, obecnemu systemowi nie zagraża krach przez najbliższych 50 lat i nie ma powodu do pośpiechu. Demokraci, choć znajdują się w mniejszości w obu izbach Kongresu, mają możliwość zablokowania prac nad reformą w Senacie. Bush będzie więc musiał szukać kompromisu z opozycją, o co wcale nie będzie łatwo.

(Nowy Jork)