Przez prawie cały tydzień na rynku miedzi utrzymywał się wzrost notowań. Sprzyjała mu dysproporcja między popytem a podażą, a także sytuacja na rynku walutowym. Istotnym czynnikiem okazały się doniesienia o ponownym zwiększeniu zapotrzebowania na miedź w Chinach, mimo zabiegów władz, aby przyhamować zbyt szybki wzrost gospodarczy. Jednocześnie zdawano sobie sprawę z malejących rezerw tego surowca. Do zwyżki notowań przyczyniła się też słaba pozycja waluty amerykańskiej w stosunku od euro i jena, zwłaszcza po publikacji danych, które wykazały w październiku rekordowy deficyt handlowy USA.

W końcu tygodnia wzrost cen miedzi został zahamowany. Okazało się bowiem, że w listopadzie nastąpił największy od ponad 10 lat spadek inwestycji w amerykańskim budownictwie. Obawy o stan rynku nieruchomości w USA mogą przełożyć się na zmniejszenie popytu na ten metal. Istotną rolę odegrały też czynniki walutowe. Dolar wzmocnił się wobec euro, gdyż deficyt na rachunku bieżącym USA - mimo rekordowego poziomu - był w październiku mniejszy niż oczekiwano. Ponadto zmalała liczba nowych bezrobotnych i poprawiły się nastroje przedsiębiorców w okręgu filadelfijskim.

Nieco wyższy kurs waluty amerykańskiej sprawił, że cena miedzi przestała rosnąć. Na Londyńskiej Giełdzie Metali surowiec ten w kontraktach trzymiesięcznych kosztował w piątek po południu 3020 USD za tonę w porównaniu z 3024 USD w końcu sesji czwartkowej i 2903 USD przed tygodniem.