Reklama

Wejście inwestora jest nieuchronne

Z Julianem Nuckowskim, prezesem Swarzędza, rozmawia Łukasz Wójcik

Publikacja: 21.12.2004 06:25

Swarzędz był jedną z pierwszych spółek, które zadebiutowały na giełdzie. 10 lat temu akcje kosztowały nawet 60 zł. Dziś kurs oscyluje wokół 2,5 zł. Co się stało?

Firma debiutowała na GPW poniżej obecnej ceny rynkowej. To 60 zł to był epizod, ale też odzwierciedlenie burzliwej historii Swarzędza w tamtych latach. Nasza spółka była beneficjentem giełdy. Korzystała z jej dobrodziejstw, miała dostęp do tanich pieniędzy, a wówczas na GPW panowała hossa. Brak restrukturyzacji spółki spowodował, że przyszły lata prawdy. Przypomnę, że kilka lat temu akcje kosztowały kilkadziesiąt groszy. Myślę jednak, że finał naszych długoletnich działań naprawczych będzie pozytywny.

To znaczy?

Doprowadziliśmy do tego, że koszty są już na odpowiednim poziomie. Nie mamy niepotrzebnych wydatków. W firmie nie ma zbędnego majątku, którego utrzymanie kosztuje. Wciąż jednak cierpimy na brak gotówki, co ogranicza rozwój.

Nie można skorzystać z kredytu?

Reklama
Reklama

Dostęp do niego jest coraz trudniejszy, szczególnie w naszym przypadku, przy wysokim zadłużeniu. Olbrzymie straty, które ponosił Swarzędz w ostatnich latach, to główny powód braku kapitału na podstawową działalność. Trzeba pamiętać, że należymy do tych spółek, które nie mają inwestora branżowego, co niewątpliwe ogranicza dostęp do pieniądza. Dlatego chcemy przeprowadzić emisję.

Swarzędz ma bardzo rozdrobniony akcjonariat. Jak do tego doszło?

Wiem, że przed 1996 r. spółką interesowała się niemiecka firma Klose. Ta firma była wtedy naszym głównym odbiorcą. Wówczas akcjonariuszy nie interesowała taka transakcja. Klose kupił więc inne polskie fabryki meblowe, które dzisiaj są naszą największą konkurencją. Później było jeszcze kilka prób przejęcia Swarzędza, ale nieudanych. Spółką interesowało się dwa razy m.in. Forte. Było też kilka spółek niemieckich. Sądzę, że w momencie, kiedy uda się rozwiązać nasze problemy, znajdziemy inwestora. W Unii Europejskiej to jest nieuchronne. Trudno jest firmom ze starej Unii wchodzić np. na rynki wschodnie, gdzie my jesteśmy już obecni.

Czy jakaś spółka ma konkretne plany wobec Swarzędza?

Dziś nie mogę nic powiedzieć, ale jestem przekonany, że to kwestia czasu.

Dlaczego więc Swarzędz robi emisję z prawem poboru, a nie dla inwestora?

Reklama
Reklama

Takie były oczekiwania obecnych akcjonariuszy, głównie inwestorów finansowych.

Jeśli wszystkie papiery nie zostaną sprzedane w ramach prawa poboru, spółka zaoferuje je w otwartej subskrypcji. Czy możliwe, że akcje obejmie potencjalny inwestor?

Nie wiem. Nie wykluczam takiej możliwości.

Firma podawała w czerwcu, że może pozyskać z emisji 16,5 mln zł. Jej wartość będzie jednak o 7 mln zł mniejsza. Dlaczego?

To były wstępne założenia, jeszcze przed WZA. Planowaliśmy inwestycję związaną z budową zakładu w Gostyniu. Ostatecznie zdecydowaliśmy się najpierw zrobić emisję, która powinna rozwiązać podstawowe problemy, czyli brak gotówki i nadmierne zadłużenie. Na inwestycje przyjdzie czas. Posłużymy się pieniędzmi z innych źródeł. Myślimy np. o środkach strukturalnych z Unii Europejskiej.

Ale by po nie sięgnąć, trzeba mieć gotówkę.

Reklama
Reklama

Dokładnie. Dzięki emisji staniemy na nogi, odzyskamy zdolność kredytową i będziemy mogli sfinansować planowane inwestycje.

Kiedy uda się je zrealizować?

W 2005 r. nastąpi finał restrukturyzacji. Jeżeli uda nam się zrealizować to co zakładamy, można przypuszczać, że spółka wyjdzie na prostą. Jeszcze dwa lata temu zobowiązania Swarzędza przekraczały 200 mln zł. W tej chwili, po wyjściu Jarocińskich Fabryk Mebli z grupy, spadły do 80 mln zł. W przyszłym roku nasze długi, m.in. dzięki sprzedaży nieruchomości i spłacie leasingu, powinny zmniejszyć się do 50 mln zł, z czego prawie połowa to będą zobowiązania długoterminowe.

Na rynku pojawiły się informacje, że jedna z firm zainteresowana jest marką Swarzędza. Mogłaby ją przejąć, gdyby spółka upadła.

Nic mi o tym nie wiadomo. Różnie jednak bywało w naszej historii. Pojawiały się przedsiębiorstwa, które interesowała tylko marka. Nie zdziwiłbym się, gdyby teraz też tak było. Sądzę jednak, że powodzenie planowanej emisji oddala plany tej spółki. W prospekcie opublikowaliśmy wycenę marki, zgodnie z którą jest ona warta ponad 52 mln zł. Jest to na pewno znana i najbardziej szanowana marka meblowa.

Reklama
Reklama

Swarzędz niedawno zmienił prognozy wyników na następne dwa lata. Dlaczego?

Obniżyliśmy tylko założenia dotyczące przychodów. Powód to wyjście z grupy Jarocińskich Fabryk Mebli. Ta spółka generowała około 35% przychodów. Wskaźniki ekonomiczne pozostaną jednak na tym samym poziomie. Warunkiem realizacji założeń jest jednak powodzenie emisji. Musimy pozyskać 9,5 mln zł. Nie uwzględniliśmy w prognozie działań nadzwyczajnych, czyli takich jak np. sprzedaż nieruchomości. Z tego źródła może wpłynąć do firmy nawet 13 mln zł.

Zapowiadaliście jednak, że uda się sprzedać je w tym roku.

Problem polega na tym, że w gminach nie ma planów zagospodarowania, a to jest powód przedłużających się procedur i rozmów z potencjalnymi kupcami.

Wracając do Jarocińskich Fabryk Mebli. Zapowiadaliście w tym roku, że uda się je wyprowadzić na prostą. Tak jednak się nie stało.

Reklama
Reklama

Restrukturyzacja trwa. Zresztą nadal współpracujemy z tą spółką. Jest naszym dostawcą, tam też mamy magazyn centralny grupy. Związki zawodowe zdecydowały jednak, żeby wziąć sprawy w swoje ręce. Nie pozostało nic innego, jak życzyć im powodzenia.

Można rozumieć, że współpraca nie układała się za dobrze?

Do tej spółki musi dotrzeć prawda, że to co robiono kiedyś, dziś trzeba robić przy znacznie mniejszych kosztach i większej wydajności. Uznaliśmy, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Ryzyko niepowodzenia naszych działań było zbyt duże.

Swarzędz miał nieco ponad 50% udziałów spółki. Sprzedał już połowę. Kiedy pozbędzie się reszty?

Zgodnie z umową, do końca stycznia. Sądzę jednak, że jest szansa na sprzedaż papierów jeszcze w tym roku.

Reklama
Reklama

Czy możemy spodziewać się jeszcze jakichś zmian w grupie?

W tej chwili tworzy ją sześć spółek. Myślę, że już tak zostanie. Część produkcji lokujemy też poza grupą. Idziemy w stronę outsourcingu, dzięki któremu można wiele zaoszczędzić.

Grupa połowę sprzedaży uzyskuje z eksportu. Jak na wyniki firmy wpływa mocny złoty?

Eksport na Wschód jest nadal rentowny. Na pewno nie tak jak rok temu, kiedy dolar był dużo droższy. Wciąż jednak się opłaca. Uzgodniliśmy z naszymi głównymi partnerami, że od nowego roku na Ukrainie będziemy rozliczać się w euro, a ponadto i w Rosji, i na Ukrainie podniesiemy ceny. Sądzę, że o około 20%.

Kontrahenci zgodzili się na to?

Podwyżki na Wschodzie są realne. Nasz partner w Rosji jest zdeterminowany, poniósł konkretne nakłady: otworzył sklepy i handluje prawie wyłącznie meblami naszej firmy. Jeżeli chodzi o spółkę ukraińską, udział naszych produktów we wszystkich dostawach do tej firmy jest znaczący. To są naczynia połączone. Chcemy jednak też w inny sposób walczyć z niekorzystnymi wahaniami walut. Kupujemy obecnie około 15% surowców za euro. Będziemy ten udział zwiększać.

A jak wygląda sprzedaż na Zachód?

Mamy dwa rodzaje eksportu. Pierwszy to ten, który pielęgnujemy i rozwijamy, czyli rynkowy. Meble sprzedawane są pod własną marką. Te jednak trafiają głównie na rynek wschodni. Jeżeli chodzi o Zachód, też zaczynamy rozwijać ten rodzaj eksportu. Nasze produkty sprzedają już domy meblowe w Austrii i Szwajcarii. Bariery wejścia są tam jednak dużo wyższe niż na Wschodzie. Sprzedaż to wciąż głównie eksport przerobowy. Meble trafiają do partnerów w tych krajach, a oni handlują nimi pod własną marką.

Jeżeli chodzi o surowiec część firm z branży narzeka, że na rynku brakuje drewna.

Jak jest w Waszym wypadku?

W prospekcie opisaliśmy ten fakt w czynnikach ryzyka. Nas jednak to w sposób szczególny nie dotyka. To raczej problem dużych firm, które np. przerabiają drewno iglaste. My korzystamy wyłącznie z drewna liściastego i to w głównej mierze z olchy. Ta nie występuje w lasach i dużo łatwiej ją kupić. W sumie mamy kilkunastu dostawców, dla których jesteśmy znaczącym partnerem, więc nie jesteśmy od nikogo uzależnieni.

Jak będzie wyglądał Swarzędz za 5 lat?

Będzie silną, rozwijającą się marką meblową w średnim i wyższym segmencie rynku. Dziś w ,,Klubie Swarzędz" mamy 10 tys. klientów. Mam nadzieję, że będzie ich 2-3 razy więcej. Będziemy mieć silne punkty sprzedaży w krajach Unii Europejskiej. W Swarzędzu będzie także inwestor, który potraktuje firmę jako świetny sposób rozwijania interesów w tej części Europy.

Dziękuję za rozmowę.

Zapisy już ruszyły

Swarzędz rozpoczął wczoraj sprzedaż 3,8 mln akcji. Zapisy będą przyjmowane do jutra. Papiery skierowane są do dotychczasowych akcjonariuszy. Posiadacz pięciu praw poboru (jedna stara akcja dawała jedno prawo) będzie mógł kupić dwa nowe papiery. Swarzędz sprzedaje walory po 2,5 zł, czyli o 2% taniej niż na wczorajszym zamknięciu. Jeżeli nie wszystkie akcje zostaną objęte w ramach prawa poboru, to zostaną zaoferowane w subskrypcji otwartej 10 i 11 stycznia 2005 r.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama