Oprocentowanie najlepszych lokat, które pojawiały się w ofercie banków jesienią tego roku, sięgało 7%. Wysokoprocentowe depozyty zaoferowały m.in. BZ WBK, ING, Eurobank, BOŚ czy PKO BP.
- Ustalenie stopy procentowej na poziomie 6,5-7% oznacza, że bank musi do takich lokat dopłacić. W najlepszym wypadku sprzedaje je po kosztach - mówi pracownik jednego z banków. Aby instytucja finansowa mogła zarobić na depozycie, musi ulokować pieniądze pozyskane od klientów na rynku po wyższej stopie. We wtorek 3-miesięczna stawka WIBID, po której banki mogą dokonać lokat na rynku, wynosiła 6,6%. W uproszczeniu można przyjąć, że po odprowadzeniu rezerwy obowiązkowej (3,5%), maksymalna stawka, jaką banki mogły zaoferować swoim klientom, wynosiła 6,43%. Wyższe oprocentowanie oznaczałoby, że bank do depozytu klienta dopłaca.
Dopłacić do klienta
Dlaczego banki zaoferowały tak wysokie stawki? Nie udało nam się wczoraj uzyskać oficjalnego komentarza w tej sprawie. Powodów może być kilka: poprawa statystyk udziału w depozytach gospodarstw domowych przed końcem roku, pozyskanie nowych klientów, którym w przyszłości będzie można zaoferować inne produkty (kredyty, karty płatnicze, rachunki), ściągnięcie gotówki w celu sfinansowania akcji kredytowej. Poza tym, od czterech lat pod koniec roku dochodzi w Polsce do przegrupowania oszczędności. Jest to konsekwencja wprowadzenia podatku od zysków kapitałowych. Rokrocznie instytucje finansowe walczą o miliardy złotych. Fundusze inwestycyjne z reguły w tym okresie obniżają stawki opłat manipulacyjnych.
- Bank może przez jakiś czas zrezygnować z marży czy wręcz dopłacać do klienta, jeśli oczekuje, że odbije to sobie w przyszłości - przekonuje nasz rozmówca.