Po wyraźnym spadku cen ropy naftowej w pierwszej dekadzie grudnia, ubiegły tydzień przyniósł odwrócenie tej tendencji i największy tygodniowy wzrost od prawie pięciu lat. W Londynie gatunek Brent zdrożał w tym czasie aż o 16%, z ponad 37 USD, do przeszło 43 USD za baryłkę.

Nagłą zwyżkę notowań spowodowały głównie czynniki sezonowe, a mianowicie prognozy meteorologiczne oraz spodziewane zmiany popytu na olej opałowy. Perspektywa ochłodzenia podczas świąt Bożego Narodzenia na północnym wschodzie USA, gdzie zużywa się 80% tego paliwa w całym kraju, wywołała obawy, czy jego dostawy wystarczą, by pokryć zwiększone zapotrzebowanie. Dodatkowo do zwyżki notowań przyczyniła się wiadomość o awarii rurociągu, przez który płynie ropa do irackiego terminalu naftowego w Basrze, co wzbudziło niepokój o ciągłość dostaw z Zatoki Perskiej.

Sytuacja zaczęła się zmieniać z początkiem bieżącego tygodnia, przy czym decydujący wpływ na poziom notowań miały znów prognozy meteorologiczne. Ponieważ skorygowano je, zapowiadając, że już podczas świąt zarówno w północno-wschodniej części USA, jak i w Europie ma nastąpić ocieplenie, przestano niepokoić się o podaż oleju opałowego. W efekcie wzrost cen ropy został zahamowany, ustępując wyraźnej zniżce notowań.

W Londynie ropa Brent z dostawą w lutym kosztowała wczoraj po południu 40,75 USD w porównaniu z 42,37 USD w końcu sesji wtorkowej i 43,39 USD ubiegły piątek.