Na funkcjonujące obecnie fundusze szkoleniowe firmy wpłacają 0,25% sumy przeznaczonej na wynagrodzenia. W myśl proponowanej przez ministerstwo gospodarki nowelizacji suma ta wzrosłaby czterokrotnie - do 1% funduszu płac. Przede wszystkim jednak wszyscy pracodawcy zatrudniający co najmniej 10 osób mieliby obowiązek tworzenia funduszu szkoleń. Obecnie wpłaty są dobrowolne. Zmiana weszłaby w życie w 2008 roku.
Przedsiębiorstwa mogłyby jednak liczyć na obniżenie obowiązkowych składek na Fundusz Pracy. Teraz ich wysokość to 2,45% funduszu płac w firmie. Po nowelizacji suma ta skurczyłaby się do 0,45%.
Taka zmiana podoba się Markowi Goliszewskiemu, prezesowi Business Centre Club. Jego zdaniem, podnoszenie kwalifikacji pracowników jest potrzebne. Szef BCC podkreśla, że Polacy to jeden z najgorzej wykształconych narodów Unii Europejskiej. Pozytywnie o pomyśle obniżenia wysokości składek na Fundusz Pracy, nawet jeśli wiązałoby się to z obowiązkiem wpłat na fundusz szkoleń, wypowiadają się również eksperci Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".
Ministerstwo gospodarki ma także pomysł, jak ograniczyć pracę "na czarno" i zaktywizować zawodowo bezrobotnych. Mają temu służyć... prace społeczne. Miałyby je świadczyć osoby bezrobotne nie posiadające prawa do zasiłku. Jeśli odmówiłyby - straciłyby prawo do jakiejkolwiek pomocy społecznej. Projekt zakłada, że bezrobotnemu przysługiwałoby wynagrodzenie co najmniej 6 zł za każdą godzinę robót. Ministerstwo spodziewa się, że konieczność regularnego stawiania się w pracy uniemożliwi wielu bezrobotnym pracę "na czarno". Jednocześnie jednak resort zakłada, że bezrobotni nie przepracowywaliby się społecznie - tygodniowo mogliby w ten sposób przepracować najwyżej 10 godzin.
- Taka zmiana nie podoba mi się - mówi Marek Goliszewski z BCC. - Bezrobotni powinni po prostu stawiać się w Urzędach Pracy w godzinach pracy - dodaje.