Pod koniec listopada Krajowa Federacja Sprzedawców Detalicznych (NRF) prognozowała wzrost sprzedaży o 4,5%. Dane te nie uwzględniały jednak części sprzedaży internetowej.
W kończącym się okresie świątecznym szczególnie chętnie w sklepach pojawiali się bogatsi Amerykanie. Sprzedaż droższych kosmetyków, biżuterii oraz mebli skoczyła znacznie w górę w porównaniu z ubiegłorocznym sezonem. Zwiększyła się także sprzedaż książek, płyt kompaktowych i DVD. Nie bez znaczenia był także fakt, że tegoroczny sezon świąteczny - między Dniem Dziękczynienia a Bożym Narodzeniem - był o dwa dni dłuższy niż rok temu. Była to dodatkowa szansa dla spóźnialskich. Tuż przed świętami na zakupy wybrali się także kupujący w ostatniej chwili, którzy również nie wahali się z obciążaniem swoich kart kredytowych.
Według SpendingPulse, liczba transakcji powyżej 1000 dolarów wzrosła o 13,5% w porównaniu z 2003 r., a w granicach 500-999 USD - o 6,6%. Biedniejsi Amerykanie nie wydawali bowiem tak chętnie. Jednym z powodów była wysoka cena benzyny. Za galon paliwa trzeba obecnie płacić o 30% więcej niż przed rokiem, co znacznie uszczupliło rodzinne budżety. Dlatego też liczba transakcji między 100 a 499 USD wzrosła najmniej, bo o 5,4%. W takich okolicznościach eksperci spodziewają się, że grudniowe wyniki tańszych sieci sklepów będą gorsze od rezultatów domów towarowych z artykułami bardziej luksusowymi.
Motorem napędowym handlu był internet. Tegoroczna sprzedaż w sieci ma dojść w okresie świątecznym do 15,5 mld USD - i być 28% wyższa niż w tym samym okresie 2003 r.
O ostatecznych wynikach handlu zadecydują ostatnie dni roku. Już w niedzielę, 26 grudnia, rozpoczęła się tradycyjna fala poświątecznych wyprzedaży i sklepy znów zapełniły się kupującymi polującymi na okazję.