Koniec 2004 r. to dalszy wyraźny wzrost wartości złotego. Przekroczyliśmy 15% odchylenia po mocnej stronie parytetu (wskaźnika tego nikt oficjalnie nie liczy, ale wszyscy się nim posługują). Złoty zyskał więc w stosunku do najniższych poziomów ze stycznia prawie 20%. Co dalej? Moim zdaniem, także 2005 r. będzie rokiem umocnienia polskiej waluty, niewykluczone że przebijemy, i to wyraźnie, poziom 20% odchylenia. Ale czy to oznacza, że PLN będzie się umacniał nieprzerwanie? Oczywiście, nie.
Wiemy, że w przyszłym roku będą oddziaływać te same czynniki wpływające na wzrost wartości złotego, jak w tym. Spadek ryzyka inwestycyjnego w związku z wejściem do UE, wysoki wzrost gospodarczy, dysparytet stóp procentowych, napływ środków pomocowych z UE oraz prywatnych od Polaków pracujących za granicą, prywatyzacja, lepsze wyniki budżetu i niższy planowany deficyt na przyszły rok, to najważniejsze z nich. Oczywiście, nie jesteśmy pewni ani wyników gospodarki, ani wysokości stóp procentowych, ale z dość dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że około 5% wzrostu osiągniemy (choć pojawiają się także mniej optymistyczne prognozy) i że z dysparytetem stóp w stosunku do krajów strefy euro będziemy mieli do czynienia. Środki pomocowe dalej będą płynąć, nawet jeszcze szerszym strumieniem, podobnie jak środki od Polaków pracujących za granicą. Prywatyzacja będzie kontynuowana. Co do budżetu, to w części jest on, niestety, trochę wirtualny, ale jeśli nawet miałoby dojść do nowelizacji, to zwiększenie deficytu nie powinno być bardzo wyraźne.
Jedyny większy problem to ryzyko polityczne, choć oczywiście czynnik ten ma już ograniczony wpływ ze względu na nasze wejście do UE. Niemniej jednak można oczekiwać korekty w okresie wyborów zarówno parlamentarnych, jak i prezydenckich. Szczególnie te pierwsze mogą wpłynąć na temperaturę rynków finansowych. Nie muszę dodawać, że zwycięstwo jakiejś partii populistycznej, która chciałaby np. nacjonalizacji niektórych instytucji finansowych albo wykorzystania rezerwy rewaluacyjnej może nas zaprowadzić na krawędź kryzysu walutowego. Ale na szczęście na dzisiaj taki scenariusz jest mało prawdopodobny. Tak na marginesie: temat rezerwy rewaluacyjnej rozwiązuje nam się sam. Topnieje ona, i to nawet w szybszym tempie, niż poparcie dla Samoobrony.
Nie wybiegajmy jednak na razie tak daleko. Weźmy pod uwagę najbliższych kilka tygodni. Czy aby na pewno w tym okresie skazani jesteśmy na wzrost realnej wartości złotego? Nie jest to wcale takie pewne. Bardzo prawdopodobna jest korekta na rynku eurodolara. Poziomy w okolicach 1,28 możemy zobaczyć już w styczniu. W ostatnich miesiącach widać było wyraźnie silne związanie polskiej waluty z euro. Wzrosty na eurodolarze oznaczały realne umocnienie złotego i odwrotnie. Jeśli więc na rynku eurodolara zobaczymy rzeczywiście poważniejszy spadek, może za tym pójść nawet kilkuprocentowe osłabienie polskiej waluty.