- Rozmowy zaplanowano początkowo na najbliższy czwartek, ale strona ukraińska poprosiła o przesunięcie ich na początek stycznia - powiedziała nam wczoraj Beata Jarosz, dyrektor biura prasowego MSP. W przyszłym tygodniu strony mają się wymienić uwagami i przedyskutować obie propozycje umowy, dotyczące sprzedaży akcji FSO. Przypomnijmy, że jeszcze przed Bożym Narodzeniem do MSP trafił ukraiński, a AwtoZAZ otrzymał polski projekt umowy w tej sprawie.
- Odnieśliśmy bardzo pozytywne wrażenia z pierwszego spotkania z przedstawicielami polskiego ministerstwa skarbu i nie spodziewamy się żadnych problemów w kolejnych rozmowach - powiedziała PARKIETOWI Natalia Bień z koncernu UkrAwto, będącego właścicielem AwtoZAZ. - Myślę, że negocjacje nt. zakupu FSO będą się mogły zakończyć w najbliższym czasie - dodała. Według niej, dużych różnic ani co do samej sprzedaży, ani co do wizji przyszłości FSO nie ma, ponieważ obie strony mają takie same priorytety.
Ukraińcy deklarują, że chcą zachować obecną liczebność załogi fabryki na Żeraniu, a w przyszłości - wraz ze zwiększeniem produkcji - stworzyć kolejne miejsca pracy. Po wejściu AwtoZAZ-u do FSO stołeczna fabryka miałaby jeszcze przez dwa lata produkować obecny model lanosa (T-100 lub T-150). Te samochody znalazłyby nabywców za naszą wschodnią granicą, a przy pewnych nakładach finansowych, na które dziś FSO nie stać, także na naszym rynku.
Równolegle miałyby być prowadzone rozmowy o zakupie licencji na nowe auto, które po dwóch latach zastąpiłoby lanosa. Natalia Bień mówi, że mógłby to być któryś z modeli należących do GM DAT. Nie wyklucza także innych koreańskich producentów, przede wszystkim Hyundaia, który - jak twierdzi - chce się wycofać lub przynajmniej wstrzymać swą inwestycję na Słowacji.
- Problem w tym, żeby to był model, który będzie można sprzedawać na rynku Unii Europejskiej, a nie tylko w Polsce i za wschodnią granicą - powiedział Marek Dyżakowski, szef Związku Zawodowego Inżynierów i Techników FSO. - Naszym zakładom potrzebny jest stabilny rynek.