Czwartek był dla wielu inwestorów na światowych giełdach ostatnim dniem notowań w mijającym roku. W piątek na normalnych zasadach działały giełdy amerykańskie, skrócone sesje odbyły się natomiast w Londynie i na rynkach należących do Euronextu. Przykład wczorajszych sesji na światowych rynkach pokazuje, że im bliżej końca roku, tym aktywność inwestorów staje się mniejsza. Na giełdzie we Frankfurcie, gdzie w czwartek odbyła się ostatnia w roku, skrócona o ponad 3 godziny sesja, indeks DAX wzrósł zaledwie o 0,2%, przy obrotach o połowę mniejszych niż zwykle. Na innych rynkach było podobnie. Amerykańskie Dow Jones Industrial Average do godz. 22.00 naszego czasu stracił 0,09%, a technologiczny Nasdaq Composite wzrósł o 0,11%. Londyński FT-SE 100 zwyżkował o 0,01%, a paryski CAC-40 o 0,02%. Aktywność graczy pozostawiała wiele do życzenia.

Ci inwestorzy, którzy jednak zdecydowali się na zawieranie transakcji, nie otrzymali zbyt dużej porcji informacji mogących wpłynąć na ich decyzje. Pomijając, oczywiście, rozliczne prognozy dotyczące przyszłorocznej koniunktury na giełdzie, publikowane na potęgę przez biura maklerskie, banki inwestycyjne i niezależnych analityków (na ogół przeważają opinie, że wzrost kursów się utrzyma, ale nie będzie imponujący). Pewien impuls, i to pozytywny, mogła dać w czwartek publikacja cotygodniowych danych na temat liczby nowych bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że w poprzednim tygodniu obniżyła się ona niespodziewanie z 331 tys. do 326 tys. osób, choć analitycy spodziewali się, że wzrośnie do 335 tys. Jednak lepszy obraz rynku pracy w USA inwestorzy otrzymają dopiero pod koniec przyszłego tygodnia (7 stycznia zostaną przedstawione dane na temat bezrobocia w grudniu i całym 2004 r.). Optymizmem mógł też napawać dalszy spadek cen ropy naftowej na światowych rynkach. Nie zmienia to jednak faktu, że prognozy na 2005 rok mówią o spadku tempa wzrostu amerykańskiej gospodarki, do ok. 3,5%, z oczekiwanych 4,4% w bieżącym roku.