Początek roku przyniósł niespodziewane odwrócenie tendencji zwyżkowej na rynku aluminium. Do końca grudnia notowania tego metalu rosły, osiągając w zeszły czwartek 1965 USD za tonę, tj. najwyższy poziom od dziesięciu lat. W całym 2004 r. wzrost wyniósł 22%.

Jeszcze kilka dni temu uczestnicy rynku sądzili, że wkrótce zostanie przekroczona ważna psychologiczne granica 2000 USD za tonę. Przemawiał za tym coraz większy deficyt aluminium w skali światowej, który miało pogłębić ograniczenie jego produkcji i eksportu przez Chiny. Według prognozy Barclays Capital, tegoroczne zapotrzebowanie na świecie wzrośnie o 5,3%, przewyższając o 371 tys. ton podaż.

Po poniedziałkowej przerwie świątecznej we wtorek notowania na Londyńskiej Giełdzie Metali zaczęły gwałtownie spadać. Za tonę aluminium w kontraktach trzymiesięcznych płacono po południu tylko 1824,50 USD w porównaniu z 1958 USD w końcu zeszłego tygodnia. Największy od 16 lat spadek - aż o 6,8% - wiązał się z obawami, że trudno będzie utrzymać dotychczasową tendencję wzrostową. Wskazywano przy tym na starania, aby zwiększyć produkcję aluminium, a także na wolniejszy wzrost jego zużycia w Chinach.

Do nagłej zniżki notowań w znacznej mierze przyczynili się spekulanci, a wśród nich zwłaszcza fundusze hedgingowe. Po osiągnięciu na rynku metali pokaźnych zysków postanowili je zrealizować, powstrzymując się jednocześnie przed zawieraniem nowych kontraktów.