Ulga aktywizacyjna - podobnie jak to było pod koniec ub.r. - miałaby być odpowiedzią rządu na postulaty płacowe związków zawodowych. Strona rządowa zgodziłaby się na ewentualne żądania związkowców, jednak tylko pod warunkiem, że chodziłoby o podniesienie najniższych płac netto. Ulga spowodowałaby, że choć wynagrodzenia wypłacane "na rękę" wzrosłyby, to koszty pracy (czyli płaca, podatki oraz składki ubezpieczeniowe i inne - np. na Fundusz Pracy) pozostałyby na dotychczasowym poziomie.
Prace nad wariantami trwają
Nowa ulga miałaby mieć charakter degresywny - im wyższe zarobki, tym mniejsza jej wartość. Jej wprowadzenie nie wiązałoby się z likwidacją kwoty wolnej od podatku (co zakładano w propozycjach przedstawionych pod koniec 2004 roku). Poszczególne warianty nowej ulgi aktywizacyjnej są wciąż dopracowywane przez ekspertów ministerstwa gospodarki.
W każdym z wariantów wprowadzenie nowego zwolnienia wiązałoby się ze zmniejszeniem dochodów podatkowych budżetu w 2006 roku. Jednak - jak wyjaśnił nam wysoki urzędnik ministerialny - "w ujęciu dynamicznym" strat nie będzie. Zdaniem resortu gospodarki, większa różnica między minimalnym wynagrodzeniem a zasiłkiem dla bezrobotnych zwiększy bowiem motywację bezrobotnych do poszukiwania pracy. Wzrosłoby zatem zatrudnienie, a co za tym idzie - także wpływy podatkowe.
Mniej na Fundusz Pracy