Hossa na warszawskim parkiecie trwa od marca 2003 roku. Najsilniejsza odsłona rynku byka miała miejsce w pierwszych sześciu miesiącach, kiedy to WIG20 bez większych przystanków zwiększył swoją wartość o 60%. Od września do końca listopada trwała spadkowa korekta, która zabrała indeksowi 17%, po czym kupujący ponownie przystąpili do ofensywy. Od tego czasu jednak trend wzrostowy nie jest już tak klarowny, jak wcześniej. Trwa dwa razy dłużej niż pierwsza fala, a mimo to zwiększył wartość wskaźnika o 40%. Osiąganie coraz wyższych poziomów odbywa się na zasadzie dwa kroki do przodu, jeden w tył. Dlatego przecena z pierwszych sesji tego roku nie powinna być jednoznacznie odbierana jako sygnał końca trendu wzrostowego wyższego rzędu. Na razie bowiem dobrze się wpisuje w specyfikę trwającej tendencji.
Kupno mniej atrakcyjne
Nie można jednak ukrywać, że ostatnie dni przyniosły kilka wydarzeń, które wyraźnie pogorszyły krótkoterminowy obraz rynku. Po pierwsze, została przełamana najszybsza linia zwyżki, która znajdowała się w okolicy 1940 pkt. Po drugie, kurs indeksu blue chips spadł poniżej dołka z drugiej połowy grudnia (1909 pkt), a tym samym można stwierdzić, że na wykresie powstała formacja przypominająca podwójny szczyt. Na jej podstawie należałoby oczekiwać, że notowania będą dalej spadały, do około 1850 pkt. Także negatywne dywergencje, utworzone niedawno na wykresach wielu szybkich wskaźników technicznych, oraz sygnały sprzedaży wygenerowane przez krótkoterminową średnią kroczącą, sprzyjają przecenie. To wszystko sprawia, że kupno akcji na obecnych poziomach wydaje się zbyt ryzykowne. Prawdopodobieństwo, że wkrótce będzie można zrobić to po lepszych cenach jest spore, więc lepiej nie pchać się teraz na rynek. Okazji do zakupów będzie można poszukiwać najwcześniej, gdy oscylatory dotrą do stref wyprzedania. Ewentualny powrót do wcześniejszej, wzrostowej tendencji będzie utrudniała luka bessy z 5 stycznia (1955 pkt).
Sprzedawać
jeszcze nie warto