Zamiast mocnego początku roku na GPW mamy nerwowe osuwanie się indeksów. Zła atmosfera na rynku została zbudowana głównie na czterech płaszczyznach - braku mocnego, powszechnie oczekiwanego uderzenia popytu, spadków na rynkach surowcowych, mocnego tąpnięcia giełd za oceanem oraz osłabiania się złotego, szczególnie w stosunku do dolara. To ostatnie zjawisko jest interpretowane na rynku jako zamykanie pozycji przez część inwestorów zagranicznych.
O przełomie nie można jednak jeszcze mówić. Rynek jest słaby, ale nie wydaje mi się, by znakomita atmosfera z grudnia 2004 r. wyparowała tylko ze względu na bardzo słabe zachowanie indeksów w USA i brak nowych szczytów w Budapeszcie. Wczorajsza sesja dała pierwsze sygnały rozpoczęcia korekty ostatnich spadków: przede wszystkim kolejny, trzeci z rzędu spadek obrotów oraz rozwarstwienie rynku, dawno już nie notowane. Obserwowaliśmy bowiem przeciwstawne zachowania zarówno wśród ostatnich liderów, jak i outsiderów. Ponadto, nawet wewnątrz segmentów branżowych działy się rzeczy niejednoznaczne. Taki niepokój bywa często dobrą pożywką do mocniejszej korekty rynku.
W tym aspekcie warto się przyjrzeć PKN, który może dać sygnał startowy. Mocny spadek w trakcie sesji został wykorzystany po raz drugi z rzędu do akumulacji akcji i w rezultacie mamy drugą świecę z dolnym cieniem, z wysokim zamknięciem i na dużych obrotach. Inwestorzy pozytywnie zareagowali na wypowiedzi prezesa o skupieniu się na zwiększaniu wartości spółki oraz na wzrost cen na rynku ropy.
Na najbliższych sesjach czeka nas prawdopodobnie korekta wzrostowa. Nagłe załamanie nastrojów na początku stycznia pozostawiło zapewne ślad w nastawieniu inwestorów i o wykreślenie nowych szczytów będzie trudno. Nasz rynek wydaje się już mocno zmęczony wzrostem, ale gdyby udało się pokonać szczyt z przełomu 2004 i 2005, nie wykluczałbym jeszcze jednej, emocjonalnej fali wzrostowej, kończącej ten etap hossy.
Zwróć uwagę: