Nie wszystkie rynki zaliczane do grupy wschodzących, tak szybko rosnące w zeszłym roku, zdołały utrzymać się w trendach wzrostowych także w styczniu. Ponad 100% zyskał w poprzednich miesiącach egipski CASE 30 i na początku 2005 roku dołożył kolejne 15,6%. W pierwszej 10 zdołał utrzymać się jeszcze czeski PX50 (+4,5%). Inne giełdy radzą sobie słabiej - w tym WIG20. Od ostatniej sesji zeszłego roku indeks stracił 3,8% i w ogólnoświatowej statystyce wyprzedza tylko brazylijską Bovespę. Moda na Polskę chwilowo się skończyła.
Tak jak pod koniec zeszłego roku przyczyn silnego zachowania polskiej giełdy upatrywano w napływie kapitału zagranicznego, tak teraz właśnie zagranicznych graczy "obwinia się" za spadki. Bez względu na to, czy tak jest rzeczywiście, powodem wy-
przedaży wydaje się obawa przed spowolnieniem tempa wzrostu gospodarczego w 2005 roku. Warto zwrócić uwagę na zachowanie takich firm, jak Dębica, Groclin, Świecie czy KGHM. Wszystkie zaliczają się do grupy przedsiębiorstw cyklicznych, których zyski mocno są uzależnione od tempa wzrostu PKB. Dębica i Świecie notowane są na najniższym poziomie od 52 tygodni. To właśnie te firmy jesienią 2001 roku znalazły się w forpoczcie tzw. hossy średniaków. Czyżby teraz były zwiastunem nadciągającej bessy?
Na razie takiego zagrożenia na wykresach indeksów nie widać. WIG20 w zeszłym roku pieczołowicie przestrzegał zasady 6%. Prawie wszystkie lokalne korekty - można się ich doliczyć 5 - kończyły się taką właśnie maksymalną stratą indeksu. Tylko raz - na przełomie kwietnia i maja - granica 6% została przekroczona i skończyło się na 14-proc. spadku WIG20. Na razie indeks dużych spółek nie obniżył się od szczytu nawet 5%. Strata wzrośnie o 1 punkt procentowy, kiedy indeks znajdzie się na 1850 punktów. Tutaj w zeszłym roku zbudowane zostały dwa istotne szczyty, co sprawia, że jest to ważne wsparcie. Jeśli na tym poziomie nie zwiększy się popyt, będzie to znaczyć, że inwestorzy mniej różowo widzą przyszłość, niż jeszcze kilka tygodni temu.