Jerzy Hausner po raz pierwszy zaprezentował propozycję ulgi aktywizacyjnej pod koniec 2004 roku. Pomysł nie zyskał wówczas aprobaty środowisk społecznych, jednak wicepremier zapowiedział, że wróci do tej idei. Wczoraj spełnił obietnicę.
Ulga aktywizacyjna w nowej wersji miałaby przysługiwać tym pracownikom, którzy - po pierwsze - osiągają dochody wyłącznie z umowy o pracę. A po drugie - zarabiają miesięcznie nie więcej niż 1206 zł brutto (142% minimalnego wynagrodzenia). Nowe rozwiązanie miałoby zacząć obowiązywać od przyszłego roku.
Ulga aktywizacyjna polegałaby na zmniejszeniu obciążeń wynikających z podatku dochodowego oraz ze składki na NFZ. Sednem rozwiązania jest nominalny wzrost wynagrodzenia netto, przy zachowaniu kosztów pracy na dotychczasowym poziomie.
Według wyliczeń ministerstwa gospodarki, wprowadzenie ulgi aktywizacyjnej w tej formie oznaczałoby wzrost wynagrodzeń netto nawet o 10,9%. Przy tegorocznej inflacji na poziomie 3%, realny wzrost najmniejszego wynagrodzenia netto wyniósłby 7,6%. Najniżej uposażony pracownik zamiast dotychczasowych 619,2 zł netto, otrzymywałby "na rękę" 686,7 zł.
- Propozycję otrzymaliśmy dopiero podczas spotkania, trudno było się z nią dokładnie zapoznać - mówi Jacek Mięcina, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan", który uczestniczył we wczorajszym posiedzeniu zespołu ds. polityki gospodarczej i rynku pracy Komisji Trójstronnej. - Na razie mogę powiedzieć, że ta propozycja wydaje się interesująca - dodaje.