Przyzwoite środowe zamknięcie w USA oraz opublikowane przez Apple, już po sesji, doskonałe wyniki (prawie dwa razy lepsze od prognoz), mogły sugerować, że w czwartek byki będą miały łatwe życie. Tak jednak nie było i początek notowań za oceanem przyniósł spadek głównych amerykańskich indeksów.

Obecna sytuacja techniczna preferuje w krótkim terminie stronę podażową. Obserwowane od początku roku spadki indeksów doprowadziły do wygenerowania na wskaźnikach sygnałów do zamknięcia długich pozycji (np. MACD, Stochastic), co w połączeniu z utrzymującymi się już przecież od dłuższego czasu negatywnymi dywergencjami, składa się w sygnał sprzedaży. Sygnał, który można uzasadnić również pogarszającymi się danymi makroekonomicznymi (chociażby słaby rynek pracy). W tej sytuacji po zakończeniu aktualnie trwającej korekty, indeksy powinny ruszyć na południe. Dla Średniej Przemysłowej najbliższym wsparciem jest poziom dołka z ostatniego listopada (10428 pkt). Jako że na tym poziomie znajduje się również 38,2-proc. zniesienie ostatniego impulsu wzrostowego, więc jego test zasygnalizuje nam, czy mamy obecnie do czynienia z początkiem bessy, czy też może jedynie z trendem bocznym.

Czwartek to ważny dzień dla japońskiego rynku. Wczorajszy, okraszony luką bessy, powrót Nikkei poniżej szczytu z 6 października ub.r. (11 385 pkt.), będącego jednocześnie górnym ograniczeniem pięciomiesięcznego trendu bocznego (10 659-11 385 pkt), każe traktować wybicie z końca grudnia jako pułapkę. A tym samym oznacza silny, średnioterminowy sygnał sprzedaży. Zwłaszcza, że równocześnie na podstawowych wskaźnikach zostały wygenerowane analogiczne sygnały. W tej sytuacji, jeżeli w ciągu kilku dni Nikkei nie powróci nad przełamane wsparcie, to trzeba będzie się przygotować na ruch poniżej 10 700 pkt. Tam zaś zadecyduje się, co dalej. Analizując wykresy długoterminowe, rosną obecnie szanse na ruch do dołu. Wybicie dołem z trendu bocznego otwierałoby drogę przynajmniej do 9600 pkt (dołek z listopada 2003 r.).