Samorządowo-kolejowa spółka rozpoczęła działalność na początku stycznia, przejmując obowiązki mazowieckich Przewozów Regionalnych. "Nowy" przewoźnik zamierza kupić 50 elektrycznych zespołów trakcyjnych (EZT). Inwestycja ma być sfinansowana z kredytu EBOiR-u (około 1 mld zł). Najpierw KM muszą jednak pokazać bankowi swoje wyniki, co będzie możliwe po I kwartale tego roku. - Pierwsze informacje, jakie płyną do nas ze spółki, są niezwykle pozytywne - twierdzi Bogusław Kowalski, wicemarszałek województwa mazowieckiego.
O gigantyczny kontrakt stara się kilku producentów taboru. Przedsiębiorstwa obawiają się jednak warunków, jakie stawia marszałek. Dwóch liczących się wykonawców - Siemens i Pesa Bydgoszcz - oprotestowało specyfikacje przetargową pierwszego przetargu na 14 EZT, organizowanego wspólnie przez Mazowsze i Śląsk. Krytykowali m.in. wymóg doświadczenia w produkcji 30 pociągów tego typu przez ostatnie 3 lata (wykluczało to polskiego producenta - Pesę). Siemens dowodził natomiast, że niektóre parametry techniczne faworyzują szwajcarskiego Stadlera.
Analitycy wskazują, że wyroby tej firmy są dość drogie w porównaniu z konkurencją (1 EZT kosztuje około 5-5,5 mln euro, o 0,5 mln euro więcej niż średnia cena na rynku). Mimo to Stadler ma duże szanse. Przetarg jest bowiem tak skonstruowany, że waga ceny przy przyznawaniu punktów za oferty to zaledwie 25%. Duże znaczenie - 20% - ma wpływ na regionalny rynek pracy. M.in. dlatego Stadler obiecywał budowę montażowni w Siedlcach. O planach inwestycji na Mazowszu informował też niedawno Bombardier.
- Protesty ze strony wykonawców to tylko forma lobbingu. Wybierzemy najlepszego - zapewnia B. Kowalski. Sprawa trafiła jednak do Sądu Okręgowego. Sąd oceni, czy marszałek rzeczywiście naruszył zasady wolnej konkurencji. Na razie władze województwa przesunęły termin na złożenie ofert do 21 lutego (pierwotnie obowiązywała data 24 stycznia).