Jeśli inwestorzy w USA mają święto, reszta rynków pracuje na pół gwizdka. Nie inaczej było wczoraj. Nam potrzebne jest zdecydowanie coś przeciwnego. Już od ponad tygodnia bowiem "bujamy się" w ramach wąskiej konsolidacji i tylko mocniejszy impuls wybijający indeks poza jej ramy może wciągnąć większe grono inwestorów do gry. Oczywiście, podsumowując sesję niedźwiedzie zachwycać się będą czterogodzinnym osuwaniem. Byki z kolei zwrócą uwagę na wysokie otwarcie i łatwe odrobienie strat w końcowej fazie sesji.
Za to uparcie będę zwracać uwagę na węgierski BUX. Od tygodnia na indeksie w Budapeszcie trwa dynamiczny systematyczny wzrost, który pozwolił na odrobienie wszystkich noworocznych strat i w stosunku do sylwestrowego zamknięcia podniósł indeks prawie o 5%. My w analogicznym okresie spadamy na WIG20 około 3,5%. Jak długo wytrzymamy taką byczą presję? Oczywiście daleki jestem od uzależniania koniunktury na GPW tylko od parkietu w Budapeszcie, ale wzrost rynków naszego regionu wyraźnie zaprasza zagraniczny kapitał na rynek w Warszawie. Ja uważam, że jeśli obecny tydzień będzie wyglądał analogicznie jak ubiegły (wzrost BUX, WIG20 w miejscu), to w jego końcówce fundusze pękną i zaczniemy gonić sąsiadów.
To wyjątkowo mało komfortowa sytuacja, gdy trzeba prognozować zachowanie wąskiej grupy (zagranicznych) inwestorów, a nie opierać ruch na "emocjach tłumu". U nas rodzime fundusze, czy indywidualni inwestorzy węgierskim indeksem kierują się tylko właśnie pod kątem napływu zagranicznych środków. Jeśli faktycznie będzie to miało miejsce, to na pewno zobaczymy przy tym zwiększone obroty i sporą dynamikę ruchu. Pozostaje spokojnie czekać i na to reagować.