- Dopuszczaliśmy możliwość wzięcia udziału w prywatyzacji Polic. Ale ewentualne przejęcie tych zakładów jest już raczej nieaktualne. Wydaje się, że ścieżka prywatyzacji Polic będzie wiodła przez giełdę - mówi Jacek Żurawski, rzecznik Zakładów Chemicznych Luboń. Firma w ciągu dwóch najbliższych miesięcy ma wybrać drogę rozwoju. Powód? - Nie jesteśmy już w stanie produkować więcej - tłumaczy rzecznik.
Spółka ma już zamówienia na najbliższe 3 miesiące. Po raz pierwszy z płatnościami przestali zalegać odbiorcy. Wyjątkowo dobrze zapowiadają się wyniki za trwający rok obrotowy (kończy się w kwietniu). W poprzednim okresie, przy przychodach 130 mln zł, Luboń osiągnął zysk netto 7,7 mln zł. W ubiegłym roku firma wyprodukowała 300 tys. ton nawozów wieloskładnikowych, co daje jej 21-proc. udział w rynku i drugą pozycję wśród największych producentów w Polsce. Lider to zakłady z Polic, wytwarzające rocznie 1 mln ton nawozów.
Zarząd twierdzi, że jeśli nie dojdzie w tym roku do akwizycji, rozbuduje zakład i zwiększy zatrudnienie o co najmniej 10%. Dziś firma ma ok. 300 pracowników.
Luboń nie zdradza, skąd weźmie pieniądze na planowane przejęcia. - Na pewno teraz jest za wcześnie, by mówić o ewentualnym wejściu na giełdę - mówi J. Żurawski. Zakłady trzy lata temu przekształciły się ze spółki akcyjnej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Ich właścicielem jest grupa osób prywatnych.