Po gwałtownej wtorkowej wyprzedaży wczoraj nastroje nieco się uspokoiły. Niestety, nie na tyle, by umożliwić odbicie notowań. Co prawda, kurs kontraktów zdołał się na zamknięciu oddalić od dziennego minimum, ale co z tego, skoro i tak nie odrobił ani trochę strat z wtorku. W konsekwencji obraz rynku nadal nie wygląda korzystnie z punktu widzenia byków. Trudno się zresztą spodziewać, by było inaczej, skoro wtorkowa zniżka była największa od blisko roku. Nawiązując przy okazji do historii, można dopatrzyć się podobieństw z załamaniem trendu wzrostowego w drugiej połowie kwietnia ub.r. Tak jak wtedy, po kilkudniowej konsolidacji doszło do silnego wybicia w dół. Kolejna sesja przyniosła uspokojenie - tak jak wczoraj - ale już po paru dniach znowu królowały niedźwiedzie.

Można się spodziewać, że kolejna fala spadkowa sprowadzi kontrakty w okolicę przynajmniej 1800 pkt. Scenariusz taki uwiarygodniają wskaźniki. W górę zaczął iść ADX, potwierdzając tym samym rosnącą siłę tendencji spadkowej. Ciągle opada natomiast MACD. Co gorsza, zniżkował właśnie poniżej linii centralnej, potwierdzając wcześniejszy sygnał sprzedaży. Histogram MACD nie spadł, niestety, jeszcze do poziomu, który można by uznać za znaczne wyprzedanie. Pesymistycznie kształtuje się też krótkoterminowy oscylator stochastyczny, który praktycznie zaraz po fałszywym sygnale kupna zawrócił w kierunku strefy wyprzedania. To wyraźny sygnał słabości popytu. Co gorsza, podobnie sytuacja wygląda na wykresie tygodniowym. Tam też spada Stochastic, a MACD - po kilkumiesięcznej zwyżce - dał właśnie sygnał sprzedaży. Taka zgodność między wskazaniami w układzie dziennym i tygodniowym nie zdarzała się ostatnio często. Z tego względu utrzymywanie długich pozycji nie wydaje się obecnie uzasadnione.