Najlepszy opis mechanizmów determinujących rozwój sytuacji na rynkach finansowych w ostatnich miesiącach minionego roku znalazłem w noworocznym komentarzu ekonomisty banku Morgan Stanley Andy?ego Xie: "Słaby dolar jest siłą napędową światowych rynków finansowych i gospodarki. Negatywne nastawienie względem dolara powoduje napływ płynnych środków na rynki wschodzące, co z kolei nadyma rynki surowców oraz walut, długu i akcji tych krajów (...). Globalni inwestorzy ignorują ryzyko związane z inwestowaniem na emerging markets, gdyż zżerani są przez lęk przed krachem dolara. Świat doświadcza obecnie bańki na rynku nieruchomości, na rynkach surowców, na rynkach długu EM, a nade wszystko "bańki chińskiej". Kiedy dolar przestanie spadać, wszystkie te spekulacyjne "bańki" powinny pęknąć". Bez zrozumienia tych zależności trudno jest wytłumaczyć zachowanie krajowego rynku finansowego (i innych EM) na początku tego roku. Dopiero uwzględnienie opisanego przez Andy?ego Xie mechanizmu pozwala zrozumieć narastającą korelację pomiędzy ruchami kursu dolara a zachowaniem krajowego rynku walutowego, pieniężnego i kapitałowego, która - przy nieoczekiwanym przez większość wzmocnieniu dolara trwającym od początku roku - przekłada się na spadki cen złotowych aktywów.
Grudniowe dane o produkcji sugerują, że - zgodnie z historycznym wzorcem - krajowy przemysł reaguje na zmiany stóp procentowych i kursu walutowego w przeszłości. Powodowane tymi dwoma czynnikami - są też oczywiście inne - ograniczenie tempa wzrostu w przemyśle powinno trwać przynajmniej do końca tego roku. W okresie luty-czerwiec na roczną dynamikę produkcji powinien negatywnie oddziaływać dodatkowo efekt bazy, wywołany sztucznym podwyższeniem produkcji, spowodowanej wzrostem popytu w okresie poprzedzającym akcesję do UE. To powinno przełożyć się na ujemne wartości dynamiki produkcji, co historycznie jest spójne z ujemną roczną dynamiką głównych indeksów rynku akcji (minimum WIG20 z maja 2004 to 1612 pkt).