Ostateczna wartość deficytu okazała się nieco wyższa od tej, o której pod koniec ubiegłego roku mówili wysocy urzędnicy resortu finansów. Elżbieta Suchocka-Rogulska, wiceminister finansów odpowiedzialna za budżet, mówiła o obniżce deficytu o ponad 4 mld zł.
Niższy od planowanego deficyt to głównie zasługa wyższych od planowanych dochodów z podatków. Podatku dochodowego od firm udało się zebrać prawie o 35% więcej, niż zapisano w ustawie (12,9 mld zł zamiast 9,6 mld zł). Tak wysokie wpływy to zasługa szybkiego wzrostu gospodarczego i znacznej poprawy sytuacji finansowej firm. Co ciekawe, dochody podatkowe były większe, mimo sporej - z 27 do 19% - obniżki CIT. Sporo wyższe od zaplanowanych okazały się także wpływy z cła. Miały one dać 1,9 mld zł, a przyniosły o ponad 300 mln zł więcej.
Na tym tle nie najlepiej wyglądają wpływy z podatku od osób fizycznych. Budżet dostał o ok. 500 mln zł mniej, niż zapisano w ustawie. Tylko że w 2004 roku również doszło do redukcji opodatkowania części pracujących - osoby, prowadzące działalność gospodarczą, mogły wybrać jedną, liniową stawkę 19%, zamiast systemu progresywnego. Dla sporej części z tych, którzy płacili 30 czy 40%, taka zmiana była korzystna.
Także wpływy z podatków pośrednich okazały się niższe od zaplanowanych (wyniosły - identycznie jak w przypadku podatku dochodowego od osób fizycznych - 97,5% zapisanej w budżecie kwoty). Ale także tutaj jest to wynik znacznie lepszy, niż można by oczekiwać. Ze względu na wejście Polski do Unii Europejskiej i związane z tym zmiany w terminach rozliczeń służbom skarbowym "uciekły" jednomiesięczne wpływy z VAT, naliczanego od towarów importowanych.
O wiele gorzej wygląda część wydatkowa budżetu. Tutaj - standardowo - oszczędności przyniosła obsługa długu publicznego, zarówno krajowego, jak i zagranicznego. Jednak pozostałe wydatki - dotacje i subwencje, wymieniane w zestawieniu - zostały zrealizowane w całości. Oznacza to, że - mimo wzrostu gospodarczego - nie udało się zwiększyć ściągalności składek ZUS-owskich i nie doszło do ograniczenia wydatków na walkę z bezrobociem, co pozwoliłoby na zaoszczędzenie dotacji dla Funduszu Pracy. Choć i tak było lepiej niż w 2003 roku, gdy środki na dotacje wyczerpały się już w maju i sytuację trzeba było ratować kredytami.