Trzyosobowy zespół sędziowski uznał, że zarówno Merrill Lynch, jak i będący stroną w sprawie były analityk firmy Henry Blodget, nie wprowadzali celowo w błąd swoich klientów. Z orzeczenia wynika, że inwestorzy skarżący zbiorowo ML nie byli w stanie udowodnić, że to właśnie pomyłki i zafałszowania w raportach dotyczących dotcomów były bezpośrednim powodem poniesionych strat.
Nie pomogły także argumenty, że Blodget i jego koledzy oficjalnie rekomendowali spółki, które prywatnie uważali za złe inwestycje. Prawnicy reprezentujący inwestorów powołali się na przykład polecanych przez ML firm 24/7 Real Media Inc. oraz Interliant Inc. Sąd przyznał co prawda, że konflikty interesów stwarzają sprzyjający klimat dla oszustw inwestycyjnych, ale jednocześnie uznał, że samo zaistnienie takich konfliktów nie jest jeszcze przestępstwem.
Zakończony w tym tygodniu proces był następstwem innej sprawy, wytoczonej przez prokuratora generalnego Stanu Nowy Jork Eliota Spitzera oraz Komisję Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). Spitzer ujawnił pocztę elektroniczną ML, w której analitycy wyrażali prywatnie zupełnie przeciwne opinie o spółkach, które wcześniej rekomendowali. Do procesu jednak nie doszło, bo w 2003 roku Merrill Lynch zgodził się zapłacić 200 mln USD za polubowne załatwienie sprawy. Blodgeta z kolei zakończenie afery kosztowało 4 mln USD oraz zakaz pracy dla firm inwestycyjnych. Były analityk zarabia na życie jako dziennikarz, pisząc komentarze na temat inwestycji na Wall Street.
(Nowy Jork)