Prawie 70% banków centralnych, które wzięły udział w ankiecie przeprowadzonej w okresie wrzesień-grudzień 2004 r. na zlecenie Royal Bank of Scotland, poinformowało, że w ostatnim czasie zwiększyły rezerwy w euro. 52% z nich podało, że zmniejszyły udział dolara. 29% zmniejszyło zaangażowanie w jena, a 11% uczyniło odwrotnie. 40% systematycznie stawia natomiast na brytyjskiego funta. Ankietowane instytucje kontrolują aktywa o wartości sięgającej 1,7 bln USD.
Raport nie mówi o tym, jaki udział mają poszczególne waluty w rezerwach banków centralnych na świecie. Wynika z niego tylko, że w najbliższych latach rola euro powinna rosnąć, i to pomimo prognoz mówiących, że deprecjacja dolara może być w najbliższym czasie zahamowana. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, udział amerykańskiej waluty w rezerwach banków centralnych wyniósł na koniec ub.r. 63,8%. Dwa lata wcześniej - według oficjalnych danych - wynosił wprawdzie 63,5%, ale w 2001 r. 66,9%. Natomiast udział euro systematycznie rośnie. O ile jeszcze w 2001 r. sięgał 16,7%, to rok później wynosił 19,3%, a w 2003 r. 19,7%. Na koniec ub.r. - według szacunków - wyraźnie przekroczył już 20%.
Z dolara kosztem euro rezygnuje m.in. rosyjski bank centralny. 23 listopada ub.r., notowania amerykańskiej waluty wobec europejskiej gwałtownie spadły, gdy wiceprezes Banku Rosji Aleksiej Ulukajew poinformował, że instytucja ta zamierza postawić na lokaty w euro, rezygnując z dolara.
- Ankieta dobrze tłumaczy, dlaczego dolar słabnie, a Stany Zjednoczone mają coraz większe problemy z finansowaniem deficytu na rachunku bieżącym - powiedział agencji Bloomberga Marvin Barth, analityk rynku walutowego w londyńskim biurze Citigroup. Deficyt ten wzrósł w III kwartale ub.r. do rekordowego poziomu 164,7 mld USD. Oznacza to, że aby kompensować tę różnicę i zapobiec przecenie dolara - do Stanów Zjednoczonych codziennie musi napływać kapitał o wartości 1,8 mld USD, czyli 55 mld USD miesięcznie.