W tym roku na amerykańskim rynku S&P 500 dwa razy częściej traci niż zyskuje na wartości. Po czterech kolejnych spadkowych sesjach wczoraj indeks w pierwszej części dnia odrabiał ostatnie straty. Jednak powrót do poniedziałkowego otwarcia nie może być traktowany jako zapowiedź lepszych czasów dla posiadaczy akcji. W dłuższej perspektywie ich sytuacja wciąż nie wygląda dobrze. Tygodniowy MACD przeciął w ostatnich dniach linię sygnalną, potwierdzając w ten sposób powstanie negatywnej dywergencji. To kolejny argument nie tylko przemawiający za szybkim testem wsparcia w rejonie 1160 pkt, gdzie wypadły maksima w I kwartale 2004 r., ale zwiększający prawdopodobieństwo przełamania tej bariery. Jeśli tak się stanie, obawy o tegoroczną koniunkturę staną się jak najbardziej uzasadnione. W kolejnych tygodniach będzie można wtedy oczekiwać na dalszy spadek notowań w stronę ubiegłorocznego minimum.
W przypadku Nasdaqa wsparciem dla notowań powinien być zarówno z psychologicznego, jak i technicznego punktu widzenia poziom 2 tys. pkt. W poniedziałek został on prawie osiągnięty. Jednak na pierwszej sesji tego tygodnia Nasdaq 100 z impetem przebił barierę 1,5 tys., która stanowiła wsparcie o takim samym znaczeniu jak 2 tys. pkt dla Nasdaq Composite. To wskazuje, że do mocniejszego odbicia dojdzie z niższego poziomu. Prawdopodobne jest to, że rozczarowaniem tegorocznym zachowaniem rynku sprowadzi Nasdaq w tym ruchu do 1900 pkt i dopiero stąd nastąpi wyraźniejszy wzrost.
Umacniający się dolar powoduje, że relatywnie nieźle wypadają ostatnio parkiety europejskie. W tym wypadku oznacza to obronę przez indeks 50 największych firm ze Starego Kontynentu - DJ Stoxx 50 - linii trendu rosnącego, łączącej dołki z sierpnia i października 2004 r. Niestety, na mocniejsze odbicie od niej nie starcza kupującym sił. To każe liczyć się z przebiciem w niedługim czasie tego wsparcia. Potwierdza się jednocześnie przypuszczenie, że pokonanie 7 stycznia szczytów z I połowy ub.r. będzie jedynie krótkotrwałym sukcesem popytu.