Ostatni tydzień stycznia daje namiastkę tego, co w powszechnym odczuciu miało być chlebem powszednim dla posiadaczy długich pozycji. Niestety, te oczekiwania rozminęły się z rzeczywistością, za co gracze liczący na efekt stycznia zapłacili wysoką cenę.

Na wykresie tygodniowym trzeba się cofnąć aż 15 miesięcy wstecz, by znaleźć czarny korpus podobnej wielkości do tego z połowy stycznia. W poniedziałek powtórka z połowy maja była blisko, rynek był także bliski paniki, lecz końcówka tamtej sesji ostudziła nieco zapędy co bardziej krewkich niedźwiedzi. Długi dolny cień młota był pierwszą w noworocznej bessie jaskółką wzrostu. Co istotne, brał swój początek w silnej strefie wsparć, gdzie poza 50-proc. zniesieniem 5-miesięcznej hossy znajduje się także EMA-200.

Opory, z jakimi mierzy się obecnie popyt, są równie silne - w strefie 1860-1880 pkt mieści się EMA-55, połowa olbrzymiego czarnego korpusu sprzed tygodnia i linia spadkowego trendu.

Po dwóch dniach zwyżek, gdy górę wzięły emocje podsycane sporym wyprzedaniem wskaźników szybkich, w środę rynek zatrzymał się. Sądzę jednak, że odbicia nie można jeszcze skazać na niepowodzenie. Niewykluczone że ujrzymy pochodną zmagającą się z 62-proc. zniesieniem noworocznej bessy na 1920 pkt. Poziom ten jest zbieżny z otwarciem wspominanego już czarnego korpusu. Warto również rzucić okiem na wykres liniowy, który dopuszcza spory wzrost (1910 pkt) w ramach ruchu powrotnego do szyi formacji RGR.

Dźwigające się z bardzo niskich pułapów wskaźniki szybkie powinny stymulować wzrost pochodnej. Tak przedstawia się sytuacja w krótkim horyzoncie czasowym, która nie powinna uśpić czujności graczy. w dłuższej perspektywie realizacja zasięgu deprecjacji z 5-miesięcznego kanału wciąż grozi spadkiem pochodnej do 1720 pkt.