W ciągu ostatnich pięciu sesji notowania złota na przemian rosły i spadały, przy czym, oprócz wahań kursów walut, na zmiany te wpływała też sytuacja na rynku naftowym. To właśnie drożejąca ropa dała w końcu zeszłego tygodnia impuls do wzrostu cen tego kruszcu, traktowanego przez inwestorów jako zabezpieczenie przed inflacją. Atrakcyjność złota podniosło też osłabienie dolara, gdy okazało się, że banki centralne zmniejszyły rezerwy w walucie USA na korzyść euro. Warto przypomnieć, że to zbieg obu zjawisk - słabego dolara i rekordowej ceny ropy - wywindował 2 grudnia notowania złota do najwyższego od 16 lat poziomu 458,70 USD za uncję.
Po dwudniowej zwyżce we wtorek metal staniał. Wyraźna poprawa nastrojów amerykańskich konsumentów, którą wykazał indeks Conference Board, wzmocniła bowiem dolara, zmniejszając zainteresowanie złotem. Już następnego dnia impuls w odwrotnym kierunku dała informacja o wzroście zaufania przedsiębiorców do gospodarki niemieckiej. Jednak i tym razem notowania złota nie zdążyły się ustabilizować, gdyż opublikowano kolejne dane świadczące o poprawie koniunktury w gospodarce amerykańskiej. Był to grudniowy wzrost zamówień na dobra trwałego użytku, sprzyjający wzmocnieniu dolara i zmniejszający automatycznie atrakcyjność złota.
Na nowojorskim rynku Comex kruszec ten z dostawą w lutym kosztował wczoraj 425 USD za uncję w porównaniu z 426,90 USD dzień wcześniej i 422,60 USD w poprzedni czwartek.