Reklama

Poprzeczka wysoko zawieszona

Po dwóch latach hossy 2005 rok będzie trudny dla giełdowych firm. W poprzednim spółki osiągnęły najlepsze wyniki w historii i dużo trudniej będzie im czymś pozytywnie zaskoczyć inwestorów. Silną konkurencję będzie stanowić rynek pierwotny, na którym sprzedaż akcji zapowiada kilkanaście spółek.

Publikacja: 28.01.2005 10:22

W 2003 roku WIG20 zyskał 33,9%. W następnych 12 miesiącach dołożył kolejne 24,6%. Najwięcej zyskał WIRR, indeks obrazujący koniunkturę w segmencie małych spółek. Przez dwa lata jego wartość wzrosła 247%. Solidne podłoże do zwiększenia wartości rynkowej notowanych na giełdzie spółek stanowił szybciej rosnący niż w poprzednich latach PKB. Szacuje się, że tempo wzrostu wyniosło 5,8%, wobec 3,8% w 2003 roku i 1,4% w 2002 roku.

Także inne powody

Ale to nie jedyny powód, dla którego nasz rynek przez poprzednie dwa lata radził sobie tak dobrze. Duża w tym "zasługa" tego, co dzieje się w najbardziej rozwiniętych gospodarkach świata. Europa wciąż nie może uzyskać odpowiedniej dynamiki tempa wzrostu gospodarczego. Jeszcze w latach 1998-1999 PKB rosło w tempie 3-4%, w 2004 roku wzrost nie przekroczy 2%. Podobnie ma być w tym roku. Efektem niewielkiego tempa rozwoju gospodarczego jest słabsze zachowanie giełd. Po dość gwałtownym odreagowaniu w 2003 roku internetowej bessy, w 2004 roku zmiany indeksów na największych rynkach zamknęły się w 10%. Z kolei szybko rozwijające się Stany Zjednoczone (prawie 4% w 2004 roku) notują rekordowo wysoki deficyt obrotów bieżących i budżetowy. Ta nierównowaga była jednym z powodów, dla których znacznie osłabił się dolar. Pod koniec zeszłego roku euro notowane było rekordowo wysoko - po 1,36 USD. Trend spadkowy waluty mocno ograniczał popyt inwestorów zagranicznych na amerykańskie akcje, więc te też nie spisywały się najlepiej. Inwestorzy, zniechęceni do najważniejszych światowych giełd, zaczęli rozglądać się za innym miejscami, gdzie korzystnie można ulokować kapitał.

Kolejny rok szybkiego rozwoju Chin, które budują się na potęgę przed igrzyskami olimpijskimi w 2008 roku, zakłócił równowagę na rynku surowcowym. Przy cenach z początku 2004 roku popyt znacznie przewyższył podaż, więc ceny mocno wzrosły. Ponieważ skorzystały na tym głównie gospodarki (a więc także firmy notowane na giełdach) krajów zaliczanych do rynków wschodzących, właśnie tam popłynęły szerokim strumieniem pieniądze. Część kapitału napłynęła do Polski, która wciąż zaliczana jest do grona rynków wschodzących. Dodatkowo czynnikiem, który korzystnie wpłynął na postrzeganie naszego kraju w oczach inwestorów zagranicznych, było wstąpienie Polski do Unii Europejskiej.

Mniej spółek rośnie

Reklama
Reklama

Czy trwający dwa lata wzrost naszego rynku to efekt ciężkiej pracy całej rzeszy związanych z nim ludzi, czy splot wyjątkowo korzystnych okoliczności? Nie ulega wątpliwości, że szerokie grono giełdowych spółek wykonało ogromny wysiłek w zakresie cięcia kosztów i poprawy rentowności. Jednak żeby dalej zwiększać zyski, czeka je teraz dużo trudniejsze zadanie: muszą zacząć zwiększać sprzedaż. W związku z prognozowanym przez analityków wolniejszym tempem wzrostu gospodarczego w tym roku (z reguły szacuje się, że nie przekroczy on 5%), mogą być z tym problemy i trudno będzie zaspokoić mocno rozbudzone oczekiwania inwestorów.Trudno, żeby tak korzystny, jak w 2004 roku, był układ czynników zewnętrznych. Notowania surowców już nie rosną, Polska drugi raz nie wstąpi już do UE. Na giełdzie wątpliwości inwestorów znalazły odzwierciedlenie w coraz mniejszej grupie spółek, których notowania szły w górę. W 2003 roku WIG20 zanotował najwyższą wartość pierwszego września - 1712,5 pkt. W składzie indeksu było uwzględnianych wtedy 16 spółek, które również dziś mają wpływ na wartość wskaźnika. Wszystkie, podobnie jak indeks, notowane były wtedy na najwyższym poziomie od przynajmniej 52 tygodni. W 2004 roku wskaźnik największych spółek roczne maksimum zanotował 31 grudnia. W grudniu 2004 roku lub na początku bieżącego roku najwyższe kursy od 52 tygodni miało zaledwie 8 z 16 spółek. W dużym uproszczeniu można przyjąć, że szerokość rynku, czyli odsetek spółek biorących udział w hossie, spadła o połowę. Trend, w którym bierze udział niewielka część notowanych na danej giełdzie spółek, może bardzo łatwo załamać się. Dlatego prognozy analityków, którzy oceniają, że w tym roku wartości giełdowych indeksów nie zmienią się, można uznać za optymistyczne. Zwyżka choćby w połowie tak mocna jak w 2004 roku jest bardzo mało prawdopodobna. W latach 2001-2003 tylko dwa światowe indeksy zyskały w każdym roku 10 lub więcej procent (biorąc pod uwagę stopę zwrotu w euro) - czeski PX50 i pakistański KSE100.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama