Pierwszy o większych niż zapisane w budżecie podwyżkach płac wspomniał minister finansów Mirosław Gronicki. - Zastanawiamy się nad tym, aby może troszeczkę zdynamizować płace nominalne - powiedział w ubiegłym tygodniu szef MF. Dodał, że być może w trakcie negocjacji płacowych w Komisji Trójstronnej średnioroczny wzrost płac w 2005 roku zostanie podwyższony do 5%. W budżecie na br. zapisano, że płace wzrosną nominalnie o 4,5%. Minister stwierdził, że przy inflacji na poziomie 3% to, czy realny wzrost płac wyniesie 1,5% czy 2%, jest bez znaczenia dla makroekonomii.
W piątek okazało się, że niespodziewany pomysł Mirosława Gronickiego ma poparcie wicepremiera Jerzego Hausnera. - Jeżeli minister finansów uważa, że wynagrodzenia mogłyby rosnąć szybciej, to z punktu widzenia ministra gospodarki jest to racjonalny osąd i racjonalny sygnał - powiedział Hausner. Wicepremier dodał, że wspólnie z szefem resortu finansów zastanawia się nad ideą szybszego, niż założono w budżecie, wzrostu wynagrodzeń w 2005 roku. Według jego słów, rząd chce tę sprawę przedyskutować z partnerami społecznymi w Komisji Trójstronnej.
Przypomnijmy, że komisja co roku ustala wskaźnik wzrostu minimalnego wynagrodzenia oraz wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej i wskaźnik wynagrodzeń u przedsiębiorców.
Związki zawodowe będące jej członkami proponują, aby wzrost płacy minimalnej i przeciętnego wynagrodzenia u przedsiębiorców wyniósł w tym roku 5,5%.
Komisja Trójstronna miałaby także zdecydować, czy utrzymać wskaźnik wzrostu w sferze budżetowej na zaplanowanym w budżecie poziomie 3%.