W piątek indeks dużych spółek kontynuował korektę, zyskując prawie 0,5%. Na wykres tego indeksu można obecnie spoglądać zarówno z obawą, jak i nadzieją. Obawy budzi przede wszystkim sytuacja na wskaźnikach, na których wciąż utrzymują się sygnały sprzedaży. Przełamanie przed tygodniem pięciomiesięcznej linii hossy oraz szczytu z kwietnia 2004 r., jak również ostatnie problemy z zamknięciem luki bessy (1873-1893 pkt) oraz znajdującego się w tym samym rejonie 38,2-proc. zniesienia Fibonacciego impulsu spadkowego z pierwszej połowy stycznia, także nie nastraja optymistycznie. Problemy na poziomie luki bowiem, to prosta droga do zakończenia wzrostowej korekty, a później spadku przynajmniej do poniedziałkowych minimów.

Z drugiej jednak strony, główną przyczyną obserwowanego odreagowania była obrona ponadrocznej linii trendu wzrostowego (aktualnie 1820 pkt.). Jeżeli dołożymy do tego długą białą świecę z wykresu tygodniowego, a mówiąc dokładnie powstałą formację przenikania, to wzrosty ku szczytom z początku roku, to wcale nie taki odległy scenariusz. Dopóki jednak na WIG20 opisana luka bessy pozostaje nie zamknięta, szanse na realizację takiego scenariusza są zerowe.

Całkowicie w sprzeczności z analizą techniczną pozostają wyniki ostatniej ankiety dotyczącej zmian indeksu dużych spółek w przyszłym tygodniu. Aż 55% ankietowanych oczekuje jego wzrostu, czyli zakończenia tygodnia ponad 1891,8 pkt. Na spadek stawia zaledwie 23% ankietowanych specjalistów. Można się domyślać, że ta sprzeczność to prawdopodobnie efekt oczekiwań na dużą korektę na Wall Street. Korektę, która mogłaby przedłużyć odbicie na warszawskim parkiecie. To jedyne logiczne wytłumaczenie takich oczekiwań uczestników ankiety.

Wigometr, chociaż stoi w sprzeczności do sytuacji technicznej na wykresie WIG20, jednak mimo wszystko również wskazuje na spadki. Oczywiście, w kontrariańskiej interpretacji. Tak duża dysproporcja pomiędzy bykami a niedźwiedziami w około 80% przypadków oznaczała, że kolejny tydzień kończył się spadkiem.