W końcówce tygodnia brakowało wiary w kontynuację wzrostu. Po poniedziałkowym zwrocie na rynku baza kontraktów we wtorek była kilkanaście punktów na plusie. Jednak już w środę gracze doszli do przekonania, że nie ma szans na większy ruch na północ. Baza uległa wyzerowaniu i w takim stanie dotrwała do piątku. Jedną z przyczyn takiego zachowania futures jest interpretowanie ostatnich zwyżek jako podbicia cen w związku z efektem stycznia.

I rzeczywiście, po silnym odbiciu od dna indeks stracił impet. Co prawda kolejne świece rysują się nieznacznie wyżej, ale opór znajduje się przy 1880 pkt, a kolejny przy 1900 pkt. Po piątkowej sesji spadła dosyć wyraźnie liczba otwartych pozycji. Również to jest wskazówką świadczącą o wygasaniu ruchu. Szukając uzasadnienia dla ewentualnego dalszego wzrostu ponad 1900 pkt - nie znajduję go łatwo. A przynajmniej w najbliższym tygodniu. Być może znajdzie się dopiero po publikacji wyników spółek.

Z drugiej strony jak wiadomo giełda lubi zaskakiwać... Wszystko zależy od tego, czy będą nadal płynąć środki z zagranicy. Ale te, jak się wydaje, płyną właśnie teraz w stronę Warszawy z powodu zamykania sprawozdań rocznych przez zagraniczne fundusze (wiele z nich kończy rok obrachunkowy z końcem stycznia). Na to, że gotówka wpływa, wskazują dosyć wysokie obroty akcjami na ostatnich dwóch sesjach przy płaskim właściwie rynku. Dzięki tym pieniądzom również giełda w Budapeszcie osiągnęła w piątek kolejny rekord.

Jeśli się pokusić o prognozowany zasięg spadku, to wydaje się, że obroną będzie 1800 pkt. Przynajmniej w nadchodzącym tygodniu, przy założeniu, że na rynek nie trafią jakieś negatywne informacje.