W ostatnich tygodniach uwagę zwraca siła rynków europejskich, które pozostały niemal niewzruszone na styczniowe pogorszenie koniunktury za oceanem. Francuski CAC 40 znajduje się na poziomie najwyższym od lata 2002 r. Wspiera go linia długoterminowego trendu wzrostowego. W przypadku tego indeksu styczeń praktycznie nie przyniósł żadnej korekty spadkowej, a jedynie chwilową przerwę w zwyżce. Nieźle wygląda też niemiecki DAX. Co prawda, do potwierdzenia trendu wzrostowego konieczne będzie pokonanie ostatniego szczytu, ale może to być kwestia dwóch-trzech sesji szybkiego wzrostu.
Na razie trudno jednak przesądzić, czy ta zauważalna ostatnio przewaga Europy ma szansę się utrzymać. Podpowiedzią może być wykres siły relatywnej DAX-a względem amerykańskiego S&P 500. Na rozstrzygnięcie trzeba będzie tu poczekać. Co prawda, w ostatnich miesiącach siła relatywna stopniowo wzrasta, lecz nie dotarła jeszcze do oporu wynikającego ze szczytów sprzed roku. W podobnej sytuacji znajduje się zresztą wykres siły relatywnej francuskiego indeksu CAC względem S&P 500. Dopiero pokonanie wspomnianych oporów będzie sygnałem, że Europa naprawdę zdobywa przewagę.
Co ważne, europejskie indeksy utrzymują się powyżej szczytów ze stycznia ub.r. Problem z tym mają tymczasem amerykańskie wskaźniki. I w ich przypadku sytuacja nie wygląda jednak beznadziejnie. Jest szansa, że "defekt" stycznia był jedynie korektą wzrostu. W końcu podobnej skali spadki indeksy notowały kilkakrotnie w ubiegłym roku, który mimo to zakończył się całkiem przyzwoicie. Dzięki ostatniemu odbiciu można założyć, że S&P 500 podąża już niemal od połowy ubiegłego roku w szerokim kanale wzrostowym. Jego szerokość pokrywałaby się w tej sytuacji ze skalą styczniowej przeceny. Z jednej strony to dobra wiadomość - w ramach formacji kanału indeks powinien w najbliższych miesiącach iść w górę. Z drugiej strony prawdopodobne jest, że w tym roku - a przynajmniej w pierwszej jego połowie - wzrost nie będzie przebiegał "gładko", lecz przerywany będzie silnymi korektami.