Na wczorajszej sesji nie było ataku WIG20 na poziom 2000 punktów. Nie było wybuchu euforii, nie ma zatem też mowy o wykreśleniu szczytu. Także obroty nie wskazują na to, żeby wczorajsza sesja miała bardzo istotne znaczenie. Dla firm z WIG20 wyniosły 439 mln zł i były najniższe w tym miesiącu. Jak to często ostatnio bywa, lepiej od naszego rynku poradziły sobie giełdy w Pradze i Budapeszcie - PX50 i BUX wzrosły w granicach 0,5%, ustanawiając nowe historyczne maksima.

Rynek w dalszym ciągu znajduje się w trendzie wzrostowym, jeśli nie brać pod uwagę indeksu MIDWIG. Ten od początku maja zeszłego roku porusza się w bok. Jeśli zachowanie tej grupy przedsiębiorstw ma być probierzem tego, jak inwestorzy instytucjonalni oceniają tempo wzrostu gospodarczego (w szczególności wzrost produkcji) i perspektywy eksporterów, to na razie nie ma powodów do optymizmu. Ponieważ wartość MIDWIG w dużym stopniu zależy od banków, zamiast zwracać uwagę na cały indeks, można skoncentrować się na pojedynczych spółkach. Probierzem tego, jak postrzegane są perspektywy polskiej gospodarki przez krajowych graczy instytucjonalnych, może być na przykład Groclin. Spółka notowana jest przy wskaźniku C/Z 12. Tymczasem C/Z dla wszystkich firm z MIDWIG wynosi 15. Wykres kursu właśnie podejmuje próbę zakończenia trendu spadkowego, która będzie skuteczna w razie przekroczenia 100 zł. W podobnej sytuacji znajduje się wykres kursu Świecia - również cyklicznej firmy, notowanej przy C/Z poniżej 10. Czy trwające od połowy stycznie odbicie to tylko kolejna lokalna korekta, czy też doszło do jakiegoś zasadniczego przełomu?

Na wczorajszej sesji żaden z ostatnich faworytów rynku (Agora, PKN, TP) nie ucierpiał na tyle, żeby można obawiać się o trend wzrostowy. Notowania wszystkich trzech spółek nawet minimalnie zyskały na wartości, choć przynajmniej w przypadku Agory zakończenie sesji wypadło znacznie poniżej dziennego maksimum. Po krótkim odpoczynku zapowiada się na kontynuację hossy na wykresach wybranych spółek.