Warszawski parkiet na początku lutego 2005 r. to 233 spółki, w tym pięć zagranicznych. Jakieś 210 mld zł kapitalizacji 228 spółek krajowych. Czyli równowartość ok. 24 procent ubiegłorocznego PKB. Oczywisty postęp w stosunku do 17 procent z końca roku 2003 i także oczywisty dystans wobec średniej unijnej na poziomie 77 procent (pod koniec 2003 r.). Na szczęście, kilka kolejnych ofert w toku, kilkunastu chętnych emitentów - w kolejce. Dla pasjonatów rynku oczywiste jest, że mogło być znacznie lepiej (gdyby nie budżetowe łupienie rynku, osłabienie w skali makro oraz urzędnicza i polityczna bierność czy wręcz niechęć). Ale, przyznajmy, mogło być o wiele gorzej (gdyby nie poprawa w gospodarce oraz determinacja garstki zapaleńców i nielicznych sprzyjających rynkowi urzędników). Niezależnie od ocen sytuacji, o pewnej grupie warto pamiętać, gratulując laureatom kolejnej edycji dorocznych nagród Parkietu...
Na specjalne wyróżnienie zasłużył Inwestor Indywidualny. Ten dysponujący mniejszym i średnim portfelem. Wierzący w swoją szansę na rynku, ale nie szukający łatwego zarobku w przekrętach, "insajdach" i nie opierający swoich sukcesów na układach i znajomościach. Niestety, ten gatunek obywatela nie cieszy się może zbyt dużą społeczną sympatią. Dla grubych ryb bywa frajerem, dla małych - cwaniakiem. Jest przez to często obiektem czystej, spontanicznej zawiści. Na szczęście, po kilku latach chłodu, w 2003 roku, a szczególnie w 2004, na parkiet zaczęli ewidentnie wracać starzy i pojawili się nowi inwestorzy indywidualni. Wyróżnienie należy się im także dlatego, że sporo uczyniono, by ich do inwestowania zniechęcić - od straszenia populistycznymi pomysłami na rzekomy cud gospodarczy prowadzący w istocie prostą drogą do ruiny, przez topienie rynku w emisjach papierów skarbowych oraz niedopracowane programy i marnowanie szans na mobilizację większego kapitału (PPE, IKE), po karę za angażowanie prywatnych pieniędzy w postaci podatku od zysków kapitałowych. Inwestorzy jednak przetrwali. Ich entuzjazm pozwolił m.in. na reanimację zahibernowanego przez kilka lat rynku pierwotnego. To kapitał mobilizowany także przez inwestorów indywidualnych pozwolił na sfinansowanie wielu projektów. Tym samym pieniądze indywidualnych inwestorów pracowały i pracują z pożytkiem dla firm i dla gospodarki. A prowizje i opłaty zasilają także kasy brokerów.
Ale, chwaląc inwestorów indywidualnych, nie zapominajmy także o tych, bez których giełdy by nie było - o spekulantach, daytraderach, klasycznych "graczach"... Bez nich nie byłoby płynności. To ich apetyt na zysk w każdej sytuacji sprawił przecież, że czasy bessy sprzed kilku lat były również czasem rozwoju rynku terminowego. Wreszcie, nie zapominajmy również o coraz większej grupie inwestorów korzystających z usług pośredników - a więc klientów funduszy inwestycyjnych i emerytalnych czy firm asset management. Ich rola będzie rosła. Ich pieniądze będą coraz ważniejsze. I to zapewne oni, przez decyzje o lokowaniu swoich oszczędności w takim a takim funduszu, w przyszłości będą decydować w dużej mierze o sytuacji na rynku.
Inwestorzy indywidualni - Byki i Niedźwiedzie parkietu - naprawdę godni są wspomnienia. Bez nich bowiem szans na nagrody w tradycyjnych kategoriach nie mieliby ani emitenci, ani analitycy, ani zarządzający. Warto o tym pamiętać, gratulując laureatom kolejnej edycji dorocznych nagród Parkietu!
Autor jest analitykiem rynku kapitałowego. Powyższy tekst stanowi wyraz jego osobistych poglądów i nie może być inaczej interpretowany.