Wczorajsza sesja miała mieć charakter wypoczynkowy i rzeczywiście tak było. Po wtorkowym słabym ataku popytu niewielu liczyło, że bez odpoczynku popyt będzie w stanie coś zdziałać. Nie było jednak zupełnej jednomyślności w tym względzie. Także i wczoraj mieliśmy próbę podźwignięcia rynku. Próbę, która okazała się, podobnie jak wcześniejsza, błędem próbujących.

Początek sesji był spokojny, acz z lekką przewagą podaży. Wykres cen zbliżył się do wsparcia. Tu sprzedający odpuścili, a za obronę tego poziomu wziął się popyt. W efekcie wykres zatrzymał się dokładnie na luce. Wygląda na to, że przerwa w wykresie zadziałała niczym poduszka powietrzna. Wykres się od niej odbił i rozpoczął powolną wspinaczkę.

Bykom nie wystarczył sam fakt obrony wsparcia. Część z nich przypuściła atak, podnosząc ceny nad poziom wtorkowego zamknięcia. Problem w tym, że był to atak mało skuteczny. Po pierwsze, popyt skupił się wyłącznie na papierach TP. Kurs spółki z -1,5% wyszedł na +1,5%. Reszta firm zachowywała się spokojnie. Bierność szerszego rynku budziła podejrzenia. Wątpliwości znalazły potwierdzenie, gdy końcowy etap zwyżki był już tylko efektem rzucanych na rynek koszy zleceń kupna. Prawdziwego popytu nie było widać.

Nie twierdzę, że popyt nie jest w stanie podnieść rynku. Jednak próby przeprowadzenia ataku z góry były skazane na niepowodzenie. Rynek musi odetchnąć po ostatnim wzroście. Mała konsolidacja pod oporami będzie sprzyjać bykom. Zwłaszcza gdy wsparcia będą się bronić. Wczoraj mieliśmy klasyczną sesję korekty. Spadek do wsparcia na mniejszym obrocie i odbicie. Taka sekwencja nie powinna budzić obaw wśród posiadaczy długich pozycji. Ich sytuację może skomplikować ewentualne zamknięcie luki hossy. Wczoraj udało się do tego nie dopuścić. To w tej chwili jest najważniejsze zadanie popytu.