Wczorajsza sesja niewielu chyba usatysfakcjonowała. Ci, którzy wierzą w dalszy wzrost notowań, mogą być zawiedzeni, że godzinę przed końcem sesji kupujący stracili zapał i WIG20 skończył sesję prawie 15 punktów poniżej dziennego maksimum. Do tegorocznego rekordu (biorąc pod uwagę wartości śródsesyjne) zabrakło 7 punktów, do granicy 2 tysięcy 18 punktów. Czy to jednak oznacza, że wczorajszą sesję można interpretować jako porażkę popytu? Takie twierdzenie nie wytrzymuje krytyki. Praktycznie od początku sesji WIG20 rósł i między 11 i 15 przebył dystans 38 punktów. To nie były notowania podobne do tych z 3 stycznia, kiedy obsunięcie od szczytu przekroczyło 20 punktów, a na wykresie został zbudowany nagrobek. Trend krótko- i długoterminowy jest wzrostowy, można co najwyżej dyskutować o kierunku tendencji w średnim terminie.
Przechodząc do nieco dłuższej perspektywy - wczorajsza sesja potwierdziła, że najważniejsze wsparcie w krótkim terminie stanowi poniedziałkowa luka bessy. Zatem dopiero zakończenie sesji poniżej 1935 punktów będzie stanowić ostrzeżenie, że wracamy w okolice 1800 punktów. Za najważniejszy opór można uznać linię trendu, przebiegającą przez szczyty z kwietnia 2004 roku i stycznia 2005 roku, która znajduje się tuż nad wykresem indeksu. Pesymiści mogą interpretować wczorajsze notowania jako sygnał zwiększającej się podaży, wraz ze zbliżaniem się do istotnej bariery podażowej. To sugeruje, że bariera ta nie zostanie przełamana.
Rynek idzie w górę dzięki części firm. Ton wydarzeniom w dalszym ciągu nadaje TP, PKN Orlen, Pekao i Agora. Ostatni "nabytek" hossy to ComputerLand. Uwagę zwracają wysokie obroty. Drugi raz z rzędu wolumen na TP przekroczył 400 tysięcy akcji. Zbudowana na wykresie świeca wskazuje na stabilizację notowań. Wolumen na PKN drugi raz w tym roku ukształtował się powyżej 2 mln walorów. Przed miesiącem przy podobnych obrotach doszło do zmiany trendu krótkoterminowego. Czyżbyśmy dziś znów nie zobaczyli 2 tysięcy punktów?