Na światowych giełdach byki wciąż kontrolują sytuację. Choć szybki marsz na północ został na razie powstrzymany, to grudniowe szczyty znajdują się ciągle w zasięgu ręki. W średnioterminowej perspektywie S&P 500 podąża w kanale wzrostowym obejmującym już niemal pół roku. Wsparciem jest dolna linia tej formacji na wysokości ok. 1180 pkt. Tymczasem na poziomie 1213 pkt znajduje się grudniowe maksimum będące kluczową barierą dla wzrostów. Ponieważ dolna linia kanału coraz bardziej zbliża się do tego oporu, miejsca na ruchy indeksu jest coraz mniej. Rozstrzygnięcie jest już kwestią być może najbliższego tygodnia. Ewentualne przebicie linii kanału może pociągnąć za sobą spadek przynajmniej do poziomu styczniowego dołka (1164 pkt). Wydarzenie takie nie przesądziłoby co prawda o ostatecznej porażce byków, ale trend uległby zmianie na boczny.
Względnie słaby pozostaje rynek technologiczny. Nasdaq Composite zawrócił w dół zanim jeszcze zdołał odrobić połowę strat powstałych w wyniku styczniowej przeceny. Wyraźnym wsparciem jest w tym przypadku dopiero dołek z ubiegłego miesiąca na poziomie 2009 pkt.
Niewrażliwy na zawirowania na światowych giełdach pozostaje ważny z naszego punktu widzenia rynek węgierski. Inwestorzy w Budapeszcie kupują coraz więcej akcji. Zapewne spory w tym udział ma kapitał zagraniczny. Z długoterminowego punktu widzenia hossa na Węgrzech zaczyna przypominać hiperbolę. Zwyżka staje się stopniowo coraz szybsza i można oczekiwać, że w pewnym momencie zamieni się w euforię. Wtedy prawdopodobne stałoby się nagłe załamanie i odwrócenie trendu wzrostowego. Wskaźniki nie dają na razie odpowiedzi, kiedy taki moment mógłby nastąpić. Długoterminowy oscylator obliczony jako odchylenie kursu od średniej kroczącej znajduje się co prawda wysoko (co sugeruje wykupienie), ale i tak wciąż znacznie niżej niż w latach 1996-1997, kiedy panowała jeszcze silniejsza hossa. Z drugiej strony oscylator ten zbliżył się do swoich maksimów zanotowanych na przestrzeni lat 2002-2004. To może być zwiastun bliskiej korekty.