W ubiegłym roku jednym z najbardziej elektryzujących tematów była dyskusja dotycząca siły reakcji władz monetarnych na "okołounijny" skok inflacji. Polaryzacja stanowisk w tym zakresie była znacząca. Duża grupa dyskutantów stawiała tezę, że reakcja na jednorazowe (ich zdaniem) przekalibrowanie cenników związane z dostosowaniami podatkowymi i wyrównaniem cen na niektóre towary spożywcze była nadmierna. Niemal równie liczną grupę stanowili zwolennicy tezy, że przy takim skoku inflacji reakcja władz monetarnych była nieadekwatnie słaba i z pewnością nadmiernym liberalizmem wpędzi nas w ogromne kłopoty. Powoli zbliża się czas rozstrzygnięcia, kto miał rację. Musimy jedynie przeczekać i ocenić ostateczny wpływ dwóch zjawisk najważniejszych w tym roku dla procesów inflacyjnych.

Po pierwsze, czeka nas efekt początku roku i podwyżek typowych dla stycznia (czasem rozkładających się na cały pierwszy kwartał). Tu przede wszystkim podkreśla się kwestię podwyżek cen gazu i energii elektrycznej, a także zmian stawek podatków pośrednich. Być może będzie je łagodzić korzystniejsza niż przed rokiem sytuacja w innych grupach, np. żywność i transport. Jak długo jednak nie poznamy ostatecznych danych za marzec, nasza dyskusja w tej materii może mieć jedynie jakościowy charakter. Trudno też spekulować, jak na niedawne mizerne obroty zareaguje handel detaliczny - wszak to zależy od masy pojedynczych decyzji gospodarczych, których tak naprawdę nie da się przewidzieć metodami typowymi dla zjawisk masowych. Każdy bowiem okres słabej koniunktury wygląda inaczej, stąd również tu oceny i prognozy mogą mieć jedynie jakościowy charakter. Nie zapominajmy też, że w pacyfikowaniu inflacji pomoże silny złoty. Wszak nie tak dawna lekcja pokazała nam, jak skuteczna może być kotwica cenowa w postaci taniego importu.

Po drugie, w okresie IV-VII 2005 r. będziemy wchodzić w echo bardzo szybko rosnącej bazy, a z indeksu dwunastomiesięcznej inflacji kolejno będą znikać impulsy podwyżkowe związane z akcesją oraz lawinowo drożejącym paliwem. Kluczowa powinna być tu odpowiedź na pytanie o wielkość wzmiankowanych impulsów. Pewien pogląd w tym zakresie można sobie wyrobić, obliczając, jaką mielibyśmy inflację, gdyby zmiany cen miały bardziej typowe rozmiary - zgodne z niedawnymi trendami i aktualną sytuacją (np. dla rynku żywności - poziomem zbiorów). Przypatrzmy się więc wynikom kolejnych miesięcy newralgicznego okresu.

Pierwszy wstrząs mieliśmy w kwietniu - kiedy to ceny żywności wzrosły o 2,1%. W sytuacji typowej - nawet przy uwzględnieniu słabych zbiorów roku poprzedniego - nie powinny one wzrosnąć o więcej niż 0,6-0,8%. Różnica wynikała w znacznej mierze ze zmian cen cukru, a dodatkowy wpływ impulsu cen żywności na ceny konsumenckie ogółem można szacować na 0,4 pkt proc. W maju sytuacja na rynku żywności uspokoiła się, natomiast skokowo zwiększyły się ceny mieszkań. Ich nadzwyczajny wpływ na ceny ogółem był nie mniejszy niż 0,4 pkt proc. W czerwcu ponownie mieliśmy impuls ze strony żywności. Jej ceny zamiast stabilizować się lub nawet lekko obniżać, wzrosły przeciętnie o 2,7% za sprawą dostosowań na rynku mięsa (i jako pochodna w "grupie oleje i tłuszcze"). Z tych samych przyczyn w lipcu w miejsce typowej deflacji sięgającej około 2%-3%, żywność potaniała jedynie o 0,8% - i to mimo bardzo dobrej sytuacji na rynku cen warzyw i owoców. Skoro tak, to w czerwcu i lipcu dodatkowy impuls inflacyjny wyniósł łącznie przynajmniej 1 pkt proc. Wypadałoby poświęcić też chwilę uwagi transportowi. W tym przypadku wejście w echo wysokiej bazy również pomoże zmniejszyć dynamikę (tak w zakresie paliw, jak i cen samochodów). Będzie to szczególnie widoczne w maju (dodatkowy impuls można było szacować na około 0,3 pkt proc.), ale w mniejszej skali również w marcu i kwietniu. Oczywiście, powyższe zmiany nie były jedynymi dodatkowymi skokami cen, a za to najłatwiej uchwytnymi. Wśród pozostałych warto wskazać choćby dostosowania podatkowe dotyczące tytoniu.Różne kombinacje siły oddziaływania wyżej wymienionych zjawisk (początku roku i efektu bazy) mogą do lipca sprowadzić inflację do zaledwie górnych widełek celu inflacyjnego, jak i niemal w pobliże widełek dolnych. Tym samym otrzymamy rozstrzygnięcie, która z wymienionych na początku grup dyskutantów miała rację.