- Nie wyobrażam sobie wotum nieufności dla samego wicepremiera. Skłonny byłbym to traktować jako wotum nieufności dla całego rządu - bronił wczoraj J. Hausnera premier Marek Belka. To reakcja na niedzielną wypowiedź szefa SLD Józefa Oleksego, który sugerował, że wicepremier powinien podać się do dymisji. - To jest sprawa rachunku sumienia J. Hausnera. Jeżeli doznał olśnienia, że już go z lewicą nic nie łączy, to powinien podejmować stosowne do tego decyzje - powiedział w radiu Zet J. Oleksy. Inni działacze Sojuszu nie przebierali w słowach. - Okazało się, że pan Hausner chce budować partię centroprawicową, a jest w lewicowym rządzie. To degrengolada polityczna - mówiła Katarzyna Piekarska, wiceprzewodnicząca SLD.
Wczorajsze posiedzenie zarządu partii budziło więc duże zainteresowanie. Spodziewano się, że szefostwo SLD poprosi premiera o zdymisjonowanie J. Hausnera. M. Belka mówił dziennikarzom, że wicepremier odpowiada w tej chwili za restrukturyzację tzw. trudnych działów gospodarki oraz wykorzystywanie funduszy unijnych.
Wieczorem J. Oleksy poinformował dziennikarzy, że wniosku o wotum nieufności wobec wicepremiera nie będzie. - Nie będziemy też prosić premiera o odwołanie J. Hausnera - powiedziała nam K. Piekarska. Wcześniej posłowie Platformy Programowej SLD (duża część członków zarządu) podjęli decyzję o "nierepresyjnym stanowisku wobec wicepremiera".
Część wysokich działaczy Sojuszu chce poczekać z decyzjami do spotkania Klubu Parlamentarnego SLD z J. Hausnerem. Mimo że wicepremier opuścił Sojusz, nie zrezygnował z członkostwa w klubie. - Byłby to sygnał, że w ogóle nie akceptuję nikogo w SLD. To nie jest prawda - tłumaczył swoją decyzję.
PAP, Reuters