Produkcja budowlana rośnie od sierpnia 2004 r. Ale do tej pory dynamika była jednocyfrowa. W grudniu wyniosła "tylko" 7,8%. - Dane wyraźnie się poprawiły. Mogą być zapowiedzią ożywienia działalności inwestycyjnej - twierdzi Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK. Zwraca jednak uwagę, że przed rokiem produkcja budowlana była bardzo niska.
Zastanawiająca jest jednak ogromna różnica między "normalnym" tempem wzrostu produkcji w styczniu a dynamiką uwzględniającą działanie czynników sezonowych (18,6% i 8,2%). W przypadku produkcji przemysłowej dysproporcje są znacznie mniejsze (4,7% i 4,6%). Ekonomiści mają problemy z wyjaśnieniem tego zjawiska, a z GUS-em (publikuje dane o produkcji) nie mogliśmy się wczoraj skontaktować. Udało nam się tylko ustalić, że w przypadku budownictwa "sezonowość" liczona jest w inny sposób niż w przypadku przemysłu. Większy jest np. wpływ warunków atmosferycznych. - Pokaźna różnica między normalną i "odsezonowaną" dynamiką produkcji budowlanej świadczy o tym, że za wzrostem stoją takie czynniki, jak pogoda - wyjaśnia Katarzyna Piętka, ekonomistka CASE.
Kiepsko wyglądają natomiast dane o produkcji w przemyśle, chociaż są dokładnie takie, jak oczekiwali ekonomiści. Wzrost o 4,7% jest dużo wolniejszy niż w 2004 r. To, co działa na korzyść budownictwa - tzw. efekt bazy - psuje dane o przemyśle. W pierwszych miesiącach 2004 r. mieliśmy bowiem bardzo wysoki wzrost produkcji w tym sektorze.
- Musimy się liczyć ze spowolnieniem wzrostu gospodarczego w I kwartale - ostrzega P. Bujak. - Wskaźniki makroekonomiczne w I kwartale 2004 r. były bowiem wyśrubowane ze względu na wejście Polski do UE - dodaje. Jego zdaniem, dynamika PKB spadnie poniżej 4%. - Mamy bardzo słaby popyt konsumpcyjny, spowodowany m.in. spadkiem płac realnych - zaznacza K. Piętka.
Ekonomiści mają jednak nadzieję, że jest to sytuacja przejściowa. - W II półroczu tempo wzrostu PKB powinno ponownie przekroczyć 5%, a dynamika produkcji przemysłowej znów osiągać poziomy dwucyfrowe - uspokaja P. Bujak.