Firmy farmaceutyczne odpowiedziały na projekt ustawy przedstawiony przez Ministerstwo Zdrowia. SPFF, które zrzesza część producentów leków, w szczególności zagranicznych, zaproponowało własną ustawę, która - w odróżnieniu od projektu rządowego - ma być zgodna z prawem unijnym. - W naszej propozycji, podobnie jak w rządowej, nowe listy refundacyjne miałyby się oprzeć na analizach, dzięki którym ministerstwo zdobyłoby wiedzę, które leki mogą zostać z listy usunięte bez uszczerbku dla pacjentów - mówi Zdzisław Sabiłło, wiceprezes Stowarzyszenia Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych w Polsce.
To, co ma różnić projekt od rządowego, to: sztywne zasady wpisywania leków na listy refundacyjne; mniejsza, tylko 5-osobowa komisja weryfikująca (w rządowym projekcie liczy ona 16 osób) oraz możliwość odwoływania się na zasadach kodeksu postępowania administracyjnego od decyzji komisji. Firmy miałyby także możliwość negocjacji ustanawianych przez państwo cen refundacyjnych, a na samych listach nie mogłyby się znajdować leki warunkowo dopuszczone do obrotu lub takie, których nie ma na polskim rynku (dziś jest to możliwe). Farmaceuci chcieliby również zamknąć drogę na listy lekom podróbkom.
Według Zdzisława Sabiłły, spowodowałoby to usunięcie z list części leków generycznych, których produkcją zajmuje się większość polskich firm farmaceutycznych. W zamian na listach mogłyby się pojawiać leki innowacyjne. Jednak zdaniem przedstawiciela SPFF nie powinno to zaszkodzić producentom generyków. - Dziś wszystkie leki znajdujące się na listach refundacyjnych to generyki. To europejski ewenement. Usunięcie z list niewielkiej ilości takich specyfików nie zaszkodziłoby przemysłowi, bo i tak znikałyby leki najmniej skuteczne. Ale mogłoby to dać impuls do rozwoju rynku - uważa Z. Sabiłło.
- Tu chodzi o możliwości i interes państwa, któremu zależy na jak najmniejszych wydatkach. Druga strona to interes firm farmaceutycznych, które na badania i produkcję wydają około 30-35% wartości leku, a reszta to promocja i zyski. Problem w tym, że między tymi pomysłami i interesami nie ma synchronizacji. One nie są zbieżne, a w całym tym zamieszaniu ginie interes często poważnie chorego pacjenta - uważa profesor Marek Kowalczyk z Polskiego Towarzystwa Farmakologicznego.
Według specjalistów, Ministerstwo Zdrowia będzie dążyć do zmniejszenia udziału leków w ogólnych kosztach służby zdrowia. Dziś w Polsce to 20%, podczas gdy w Europie średnio 11-16%.