W okresie minionych lat krajowy rynek akcji charakteryzował się stosunkowo wysoką wrażliwością na cykliczne wahania aktywności gospodarczej, co objawiało się między innymi znaczącą korelacją rocznej dynamiki produkcji przemysłowej i zmian rocznych WIG. Wywiedziony na tej podstawie prosty model tego ostatniego parametru sugeruje, że w styczniu - WIG był o średnio ok. 18% wyżej niż rok wcześniej, produkcja 4,7% wyżej - "przewartościowanie" WIG wynosiło ok. 9%. Nie jest to argument, który wskazywałby na to, że nasze akcje są tanie, ale też trudno tu mówić o specjalnie "nieracjonalnym" zachowaniu. Rok temu rynek rósł do aż do kwietnia, więc do tego czasu roczne porównania nie będą zbyt wymagające. Sytuacja zmieni się dopiero w maju, kiedy to - przy założeniu stabilizacji WIG - ponad 20-proc. dynamika roczna cen akcji zostanie skonfrontowana z - jak sądzę - znacząco ujemną dynamiką produkcji przemysłowej. Rynkowe stopy procentowe spadają już 5 miesięcy. W poprzednich dwóch cyklach koniunkturalnych 5 miesięcy po rozpoczęciu cyklicznego spadku stóp byliśmy już w marcu 2001 (rok po szczycie cen akcji) i lipcu 1998 (4 miesiące po szczycie WIG).
Niechęć naszego rynku do przejmowania się na zapas perspektywami kontynuacji cyklicznego spowolnienia gospodarczego może oczywiście wynikać z tego, że rynek zasilany środkami klientów detalicznych wpłacanymi do TFI lub też zagranicznymi kapitałami szukającymi na emerging markets dodatkowych zysków, znajduje się fazie, w której tego typu kwestie "fundamentalne" nie mają znaczenia. Przykład Węgier, które już w grudniu notowały ujemną dynamikę produkcji, co nie przeszkodziło BUX-owi wzrosnąć o kolejne 20%, niewątpliwie przemawia za taką możliwością. Dolarowe stopy zwrotu dla WIG pozostały ostatnio wyraźnie w tyle za tymi dla PX50 czy BUX. Kupujący obecnie akcje na GPW zapewne liczą na nieodległą "madziaryzację" czy też "czechizację" WIG. Osobiście sądzę, że mamy dużą szansę na potwierdzenie sezonowej skłonności naszej giełdy do formowania istotnych szczytów w marcu (1994, 1998, 2000).