Nie po raz pierwszy już sesję można podzielić na dwa etapy, które oddzielają od siebie dane ze Stanów. Do godziny 14.30 kontrakty zdecydowanie rosły. To akurat nie mogło dziwić w sytuacji, gdy na rynku "szaleje" zagranica. W efekcie marcowe kontrakty na WIG20 wzrosły z 2026 pkt na otwarciu do 2063 pkt, co było tegorocznym rekordem.
Dane o styczniowej inflacji PPI w USA pokrzyżowały jednak plany bykom. Wzrost o 0,8% inflacji bazowej (najwyższy od 6 lat) w połączeniu z weryfikacją danych z grudnia spowodował załamanie na światowych rynkach. Na naszym również. W efekcie "marzec" spadł do 2024 pkt na zamknięciu.
Na wykresie została wyrysowana spadająca gwiazda. Tym samym niedźwiedzie zrobiły pierwszy krok do zakończenia wzrostu. To jednak nawet w 1/4 nie gwarantuje, iż cała "akcja" się powiedzie. Konieczne jest bowiem nie tylko potwierdzenie wygenerowanej formacji na poniedziałkowej sesji, ale również powrót poniżej szczytu z 31 grudnia ub.r. (1,982 pkt). Zanim to nie nastąpi, spadającą gwiazdę możemy traktować tylko i wyłącznie jako wstęp do korekty.
Ostrożność w ferowaniu wyroków jest uzasadniona rówież w kontekście wykresu tygodniowego. Co prawda, dalej na MACD czy RSI można dostrzeć monstrualne negatywne dywergencje ostrzegające przed zakończeniem hossy. Jednak są to formacje zbyt "ogólne", wskazujące na wyczerpywanie się potencjału wzrostowego. Stąd też zupełnie nie-przydatne w krótkoterminowej czy nawet średnioterminowej analizie. Prognozując więc zachowanie rynku w najbliższym czasie, należy przede wszystkim zwrócić uwagę na przełamany grudniowy szczyt oraz zanegowaną formację objęcia bessy z początku roku. Dlatego do wygenerowania nowych sygnałów sprzedaży prawdopodobieństwo wzrostu jest ciągle większe niż spadków.