Sytuacja na rynkach zagranicznych przedstawia się bardzo interesująco. Na giełdy za oceanem powrócił w tym tygodniu trend spadkowy, z kolei na rynkach środkowoeuropejskich w dalszym ciągu trwają silne wzrosty.
Początek bieżącego tygodnia przyniósł zakończenie wzrostowej korekty na amerykańskich giełdach. Po kilku nieudanych próbach przełamania wewnętrznej linii trendu, łączącej szczyty i dołki z ostatnich miesięcy, S&P 500 znów spada. Indeks zdecydowanie przełamał wsparcie 1191 punktów, zaś na jego wykresie pojawiła długa czarna świeca, nie pozostawiająca złudzeń co do tendencji panującej na rynku. Choć minimalny zasięg spadków można określić na 1165 punktów, to jednak najprawdopodobniej sięgnął one znacznie niżej. Nie można wykluczyć zejścia indeksu nawet w okolicę 1130 punktów. Tam, natomiast na wsparciu utworzonym przez górne ograniczenie konsolidacji z 2004 roku, okaże się czy obecne spadki to jedynie złożony ruch powrotny, po którym nastąpi kontynuacja wzrostów, czy też amerykański rynek właśnie wkroczył w kolejną fazę bessy.
Na rynkach środkowoeuropejskich trwa hossa. Mimo silnego wykupienia ciągle widać wyraźną przewagę popytu nad podażą. Wzrostom przewodzi BUX, którego wykres w ostatnich tygodniach coraz bardziej zaczyna przypominać hiperbolę. Choć w takiej sytuacji określenie zasięgu wzrostów staje się bardzo trudne, to jednak zarazem świadczy o ich w miarę szybkim zakończeniu. Silniejsza korekta, lub wręcz odwrócenie tendencji najprawdopodobniej powinno nastąpić w ciągu miesiąca, a indeks nie powinien przekroczyć 21500 punktów. Podobnie sytuacja przedstawia się w przypadku rynku czeskiego. Choć skala wzrostów jest tu podobna, to jednak ich przebieg ma bardziej łagodny charakter. Mimo, iż coraz więcej przemawia za końcem ruchu wzrostowego na rynkach środkowoeuropejskich, to jednak wydaje się, że rozsądniej będzie cały czas podążać za rynkiem niż próbować przewidzieć jego następny ruch.