Właściwie wczorajszą sesję można zostawić bez komentarza. Bo cóż tu komentować, kiedy notowania kontraktów rosną prawie dwa razy mocniej od indeksu. Gdzie szukać drugiego takiego rynku? Efektem tej anomalii jest całkowity zanik słynnej polskiej specjalności - ujemnej bazy.
W odniesieniu do poprzedniego zamknięcia notowania kontraktów marcowych urosły wczoraj 39 punktów. W tym roku posiadacze długich pozycji tylko raz mieli bardziej udaną sesję. 16 lutego kurs kontraktów marcowych podskoczył o 45 punktów. Obydwie "bycze" sesje miały miejsce na przestrzeni niecałych dwóch tygodni. Dodatkowo wczorajsze zamknięcie wypada na najwyższym poziomie od 4,5 roku. Pamiętając o charakterze wczorajszej zwyżki, można mimo wszystko stwierdzić, że krytyka poczynań kupujących czy próby znalezienia w ich pozycji słabych punktów są nieuzasadnione.
Jeśli wziąć jeszcze pod uwagę, że wzrost wolumenu do prawie 20 tys. kontraktów przełamuje spadkowy trend tego wskaźnika, to mamy dodatkowy plus dla posiadaczy długich pozycji.
Ograniczmy się zatem tylko do kilku spostrzeżeń statystycznych. Od 21 stycznia notowania urosły 235 punktów bez jakiegokolwiek praktycznego obsunięcia. Można zaryzykować tezę, że rynek po raz kolejny zmienił charakter. Po krótkich i nerwowych ruchach między wrześniem 2003 roku i sierp-niem 2004 roku, które mogły inwestorów grających z trendem doprowadzić do bankructwa, rynek wraca do nieco dłuższych i bardziej stabilnych ruchów. Wskaźniki zmienności (np. ATR z 14 sesji) osiągają najwyższe wartości w tym roku (ATR jest bardzo blisko maksimum z listopada 2004 roku), co skłania do otwierania wyraźnie mniejszych pozycji niż na początku roku.