Czwartkowy wzrost na Wall Street, który doprowadził do zanegowania wtorkowych długich czarnych świec na głównych amerykańskich indeksach, ustawił wczorajszą sesję w Warszawie. Początek nie zaskoczył. Luka hossy i dalsza zwyżka. Trochę niepokoju w szeregi byków mogło się wkraść, gdy po godzinie rozpoczęła się realizacja zysków. Popyt jednak szybko opanował sytuację i do końca dnia obserwowaliśmy powolny, ale systematyczny wzrost. Niewątpliwie pomogła w tym decyzja Rady Polityki Pieniężnej, która zmieniając nastawienie dała sygnał, że stopy procentowe w Polsce będą spadać.

WIG20 zakończył dzień 2-proc. wzrostem. Fakt, że maksima z pierwszej godziny notowań nie zostały w piątek pokonane chyba w tej sytuacji nie za bardzo inwestorów martwi. Sytuacja techniczna bowiem jednoznacznie promuje popyt. Sięgnijmy jednak do zagrożeń. Oceńmy je i sprawdźmy czy faktycznie kolejne dni przyniosą dalsze zwyżki.

Największymi zagrożeniami, jakie można znaleźć na wykresie tygodniowym WIG20, jest negatywna dywergencja na MACD (która już od dłuższego czasu "wisi" nad rynkiem) oraz seria kolejnych pięciu wzrostowych tygodni. Taka seria nie zdarza się często, więc warto zwrócić na nią uwagę. Szczególnie jeżeli występuje w drugim roku hossy. Poprzednie dwie "piątki" miały miejsce w sierpniu 2003 r. i wrześniu 2004 r. I chociaż nie zakończyły wzrostów, to jednak zwiastowały nadejście korekty.

Analizując wykres dzienny WIG20 od razu rzuca się w oczy wczorajsza luka hossy. Trzecia już w czasie ostatniego impulsu wzrostowego. Luka hossy to pozytywny sygnał, ale w obecnym układzie może to być luka wyczerpania, zwiększająca ryzyko zmiany trendu. Tyle tylko, że podobnie jak w przypadku wspomnianej wyżej negatywnej dywergencji czy wzrostowych tygodni, jest to tylko ostrzeżenie a nie sygnał sprzedaży. Takowy zostanie wygenerowany, gdy niedźwiedzie doprowadzą do spadku i utworzenia formacji wyspy odwrotu. Lub też sprowadzą WIG20 poniżej styczniowego szczytu.

Jakie są więc wnioski? Takie, że będzie rosło, ale trzeba mieć się na baczności.