- Przez najbliższe dwie dekady ruch lotniczy w Europie Centralnej będzie rósł w znacznie szybszym tempie niż przeciętnie na świecie - przekonywał wczoraj w Warszawie Paul Bonnabau, odpowiedzialny w Airbusie za prognozy rynku. Jak mówią najnowsze przewidywania europejskiego producenta samolotów, na świecie tzw. liczba pasażerokilometrów będzie się zwiększać co roku o 5,3%, podczas gdy w naszym regionie wzrost sięgnie 6,4% na rok.
To oznacza, że przewoźnicy będą potrzebowali znacznie więcej samolotów niż teraz. Airbus szacuje, że w Europie Centralnej przez najbliższe dwadzieścia lat linie kupią 423 nowe maszyny (firma liczyła tylko te zabierające na pokład powyżej 100 pasażerów) i - biorąc pod uwagę zastępowanie maszyn wychodzących z użycia - w 2023 r. będą dysponować flotą 435 samolotów. W tej chwili przewoźnicy w naszym regionie mają 163 samoloty, czyli za 20 lat będą mieć ich niemal trzy razy więcej.
Jak obliczył Airbus, na nowe maszyny linie lotnicze z naszego regionu wydadzą 27 mld USD - jest zatem o co się bić. - Chcemy utrzymać wiodącą pozycję i zdobyć ponad 50% udziałów w rynku środkowoeuropejskim - zapowiadają przedstawiciele koncernu z francuskiej Tuluzy. Airbus liczy m.in. na zamówienia z PLL LOT, które przygotowują się do wymiany części floty dalekiego zasięgu i mają w planach zakup sześciu nowych maszyn. - Nie bylibyśmy szczęśliwi, gdyby LOT wybrał Boeinga - powiedział wczoraj John Blanchfield, odpowiedzialny w Airbusie za marketing techniczny. Zaprzeczył przy okazji, jakoby firma miała cokolwiek wspólnego z niedawnym listem Gerharda Schroedera, Jacquesa Chiraca i Tony?ego Blaira do premiera Marka Belki, w którym zachodnioeuropejscy przywódcy rekomendowali zakup przez LOT maszyn Airbusa.
Przedstawiciele Airbusa zapewnili, że ewentualna przesiadka LOT-u, "przyzwyczajonego" do boeingów, na airbusy nie powinna budzić obaw, ponieważ koncern będzie w niej aktywnie uczestniczyć, m.in. szkoląc pilotów, mechaników czy personel pokładowy.